Loading

Z pamiętnika płytoholika

# 11 - Vampire, "With Primeval Force" (CD 2017)

Nekro      30 kwietnia 2017     

Label: Century Media
Katalog: 88985416822
Rok produkcji: 2017
Rok wydania: 2017
Gatunek: Venomous Heavy Shit

Ale się mnie jebanemu trafiło! Podczas saturnianych poszukiwań ostatniego wcielenia Immolation (tak późno, bo liczyłem na bezproblemowe kupno w tym kraju wersji jewelcase'owej, co okazło się płonną jak poranny sik kacowy nadzieją) moją uwagę przyciągnęła okładka albumu, który właśnie w tym samym czasie recenzowałem na Plazę. No, to myślę - co będę się posiłkował Spotifają jak jakowyś dziad - potencjalna zdobycz jest gruba, solidna, w oczy jebie nalepka z magicznym napisem "Deluxe Edition" no i jakoś mi ta płyta dobrze w dłoni leżała... Weznę i bierę! Jakem pomyślał, tak żem zrobił i mam tu dla was dziś do opisania wydanie świeżutkiego, drugiego albumu szwedzkich death/thrashowców z Vampire. Jak wspomniałem wyżej, z nalepki biło wielkie "Deluxe", tylko pytanie, czy jest jakiekolwiek inne - szczerze, to nawet nie chce mi się sprawdzać - to była jedyna wersja dostepna w Saturnie (do tego w liczbie sztuk jednej) więc może uznajmy, że inne są, ale "wykupione" (mehehehe). 

Album na pierwszy rzut sokolego oka wygląda jak jewel obity skrzętnie w tekturowy slipcase, ale wszystkie podejrzenia znikają po zdawkowej lekturze drobniejszego druku na nalepce - opowiada ona wyciskającą łzy historię digipacka w formie krzyża - który, przyznać muszę - jest jednym z moich ulubionych typów wydań (sprawdźta Mayhem parę pamiętników wstecz), a nowy, porządnie wykonany (i ten fabryczny zapach...) w sposób szczególny pieści me zmysły. Panele digi inkrustowane są klimatycznymi grafikami, a jeden z nich kryje całkiem grubasną (relatywnie - rzecz jasna) książeczkę z kolejną porcją (bardzo smakowitych) grafik, zdjęć i - oczywista - tekstów do utworów - bardzo porządna robota. Całe opakowanie zrobione jest z niespotykanie grubego, sztywnego i przyjemnego w dotyku kredowego tentegesa, wytrzyma o dziesięciokroć większą ilość czasu w dobrym stanie, niż te śmieszne pseudo-tekturki którymi teraz nas zewsząd zalewają. Slipcase'a nie ma w ogóle, widocznie było to jeno złudzenie optyczne wywołane upałem i/lub masturbacją. Nadruk na CD nie zachwyca, ale przynajmniej kolorystycznie wszystko fajnie gra - w końcu wszystko nie jest skąpane w czarnej czerni nie waląc przy tym po oczach pstrokacizną - to tyż plus. Podusmowując - naprawdę fajne wydanie naprawdę solidnego albumu.

A Immo i tak nie znalazłem. Wykupiły kurwy...

Fotoses:

 

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)