Loading

Nowy szajs muzyczny

Chthe'ilist - "Le dernier crépuscule" (2016)

Nekro      26 sierpnia 2016      Recenzje, Muzyka

Album już nie pierwszej świeżości - wyszedł już w styczniu. Ale, że wtedy mnie jeszcze na świecie nie było, a naprawdę zasługuje na swoje miejsce na tej stronie - oto recenzja. Przede mną przerzucanie ciężarów naprawdę potężnego kalibru - trzymajcie kciuki.

Wyobraźcie sobie stado loch. Takich głodnych, wkurwionych, bo ich pisklęta nie mają co żreć. Każda locha jest na łańcuchu przyczepionym do ćwiekowanej obroży. Wszystkie lochy stoją pośrodku polany otoczonej dębami i kasztanowcami. I nagle jebudut! Mocarny pierun przecina w tym samym momencie wszystkie łańcuchy, a wściekłe lochy ruszają na żer. Ten las już nigdy nie będzie taki sam. Bo właśnie ktoś uwolnił kanadyjską lochę o niecodziennym imieniu - Chthe'ilist.

 Check this mothafukin' out:

Czy widzicie już oczami wyobraźni ten biedny las? Tą biedną polanę? Rozryta jak odbytnica po afroamerykańskim gangbangu. Aż jej żal.

Chthe'ilist to boskie trio z Kanady, i to tej francuskiej, co to wypierdziała (niegdyś) znakomite Cryptopsy i jeszcze bardziej znakomite (wciąż) Gorguts (ze french Canada is ze best Canada) i dają do gara mniej lub bardziej old-schoolowy, mocno atmosferyczny, techniczny death, coś w stylu "Wrót anihiliacji" Morbidów. Atmosferyczny nie oznacza jednak, że po puszczeniu "Le dernier crépuscule" Twoje miasto odwiedzi trąba powietrzna czy Dziadu Mróz. Chodzi o gęsty jak smoła, kosmiczno-apokaliptyczny klimacik wkręcający się w trzewia tak głęboko, że czasem trzeba się będzie podetrzeć z tego zesrania. 

Faktem jest, że coraz więcej tego typu wędrownych grajków się łączy w zespoły, i wszystkie tną z tych samych wzorców - poczynając od dziaduniów z Incantation, przez środkowy Immolation i wspomnianego, zaiste wybitnego molocha Morbidów, kończąc na totalnych ekstremach pokroju Portal. A jak jest podaż to znaczy, że jest i popyt. Dlatego Mitochondrion, Ulcerate, Abyssal, czy wspomniane wyżej klasyczne składy nie narzekają chyba na brak popularności (no, Morbid Angel po "Illud Divinum Insanus" to już na pewno nie narzeka). Dzięki temu takie perły jak "Le dernier crépuscule" imć Chthe'ilist (kurwa, ciągle muszę kopiować nazwę tej kapeli, kto to wymyślił) wypływają na światło dzienne ku uciesze mych spragnionych wykręcania trzewi.

Według globalnej sieci, żabojady wchodzące w skład bandu udzielają się też w takich projektach jak First Fragment i Vengeful - oba to dla mnie no name'y z którymi nigdy nie miałem do czynienia, ale specjalnie w ramach recenzji, przykopałem troszkę i znalazłem takie o:

Generyczne do zesrania, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że na debiucie Chthe'ilist słychać wyraźnie, że muzycy to nie pierwszaki, koty, nowicjusze, żóltodzioby - ich muza to rozlana mieszanina toczących sie chaotycznie jak pędraki riffów, uplecionych jak warkocz w kłosa motywów i morderczych, narowistych, prowokacyjnie poskręcanych bębnów. To też bardzo przypomina Morbidów z dwutysięcznego, ale jeszcze bardziej allmighty Gorguts. W ogóle, "Le dernier crépuscule" to młodszy brat "Colored Sands" o jeszcze nie na tyle wykształconym charakterze. Coś mają ci Kanadyjczycy do takich zwichrowanych, psychodelicznych det metali, bo wychodzi im to popisowo. Co prawda nie ma tutaj takiego ześwirowanego chaosu jak na płycie wielkiego Gie, struktury utworów są bardziej osadzone w gatunku, ale młodziaki idą w zdecydowanie dobrą stronę. W każdym razie wniosek jest taki, że grajki Chthe'ilist potrafią obsługiwać swoje instrumenty i robią to doprawdy wysmakowanie.

Nie oznacza to rzecz jasna, że ich debiut to soniczny armageddon zalany blastami - to nie Anaal Nathrakh, jest tutaj dużo miejsca na wspomnianą atmosferę. Zamykającej album epiki "Tales of the Majora Mythos Part 1" nie powstydziłby się nawet wybitnie klimatyczny, lovecraftowski Abyssal. Do chudego, brzydkiego pisarza odnosi się zresztą natarczywie cała płyta. Produkcja jest zdecydowanie "podwodna" a i same teksty opowiadają o jakichś popierdolonych, psychotycznych rzeczach. Zresztą, inspiracji do nazwania kapeli też nie trzeba długo zgadywać.

Podsumowując, "Le dernier crépuscule"  to album stworzony właśnie dla Ciebie, jeśli:

  • lubisz smolistą, podwodną atmosferę kosmicznego armageddonu
  • na dźwięk dowolnego albumu Gorguts masz śmietanę w majtkach
  • strzelasz do ludzi mowiących, że Morbidzi skończyli się na "Domination"
  • czytając Lovecrafta czujesz niepokój i ból w okolicach krocza
  • nie lubisz Hate eternal, ciepłego lata i krakowskich talarkow od Lajkonika

Jeśli na któreś z powyższych stwierdzeń odpowiedziałeś "Tak, to ja!" to zdecydowanie powinieneś sięgnąć po debiutancki album tego kanadyjskiego projektu. Muzyka zdecydowanie nie dla każdego, ale taką przecież lubimy, prawda?

PS. Szkoda, ale tej płyty kupić w naszym kraju się nie da, a na czekanie na przesyłkę z krai ościennych to nie mam cierpliwości. Recenzja napisana na podstawie materiałów ze Spotifajki. Soreczki.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)