Loading

Nowy szajs muzyczny

Cranial - "Dark Towers, Bright Lights" (2017)

Nekro      27 czerwca 2017      Recenzje, Muzyka

Szlag, ała! Czerń ogarnia mą głowę, błotnisty szlam zalewa przełyk, dłonie ściskają dwa imadła, czuć intensywny swąd rdzy i trupiego jadu... Szkopski Cranial nie wyrobił sobie jeszcze marki, bo w sumie nie miał czem - do tej pory wydał w '15 jedną EPeczkę, a dopiero w tym roku przyszedł ze swym debiutanckim albumem - właśnie dzięki temu ostatniemu oficjalnie można już mówić o nowym, absolutnie interesującym projekcie. Kategorycznemu przyjemniaczkowi, którego narodzin niedawno doświadczyliśmy, na imię dano "Dark Towers, Bright Lights".

Nie ukrywając zanadto - przemożnie żem znudzon obecną sceną sladżową. Jakoś cały splendor, jakim jawił mi się ten nurt - wydawałoby się - nie tak dawno temu, uleciał razem z naręczem średnio lub mniej udanych materiałów ciętych już chyba teraz z metra. Stoi ona ledwie garstką sprawdzonych nazw, które zawodzą stosunkowo rzadko, będących o parsek świetlny od pozostałych płotek i wypuszczających dźwiękowe rzeczy w świat mej łepetyny czasami od naprawdę wielkiego dzwonu. Wielcy i utalentowani odzywają się rzadko, a niektórzy Wielcy to jak się odezwą, nie do końca wiadomo, czy warto gwizdać na palcach, klaskać łapczywie i wieszać im girlandy (ognie Neurosis). Może to też być kwestia zwyczajna jak upaskudzony psim gównem, miejski trawnik - na me plebejskie małżowiny jest tego za wiele, a tak naprawdę sludge nigdy nie miał się lepiej. Bez znaczenia - róbta co chceta, słuchajta czego chceta, a jak się coś nie podoba, to mówta i wymagajta, bo się nic nie zmieni.

W każdym bądź razie (kobita zawsze mnie ruga, że nie mówi się "w każdym bądź razie" - a co z pisaniem, słońce?), takie dziwactwo jak Cranial, o którym, żyjąc nieświadom wszetecznie, wiedziałem tyle co nic (w sumie dalej niewiele wiem, nie jestem fanem śledzenia życiorysu każdego gołowąsa, który sympatycznie szarpie druta), bo nigdy wcześniej podobnej nazwy nie słyszałem, dał mi ten ciepły promyk nadziei, że ten mój, nigdyś rozdmuchany jak zasiłki socjalne gust, ma jeszcze apetyt na lizanie czegoś ponad krwawe, deathowe wybroczyny z płuc i szatanowe łojenie widłami. Mimo czarnej duszy, muza tych tu szkopskich pacholąt przynosi spokój i nadzieję na lepsze jutro - Hey zrobiłoby z tej historii murowany hymn powodzian, a niepełnosprawne dziecko dostałoby puchar za starania.

Taki, dość ozdobny puchar mógłbym z tego miejsca wręczyć również członom Cranial - przedstawili mi w tym momencie muzykę bardzo smacznie i z wyczuciem skrojoną, o mocno słusznym brzmieniu, podkreslającym wszystkie najważniejsze kształty podobnego dźwiękowania i z klimatem, który - jak podstępnie podejrzewam - nie znudzi mi się przez przynajmniej kilka najbliższych miesięcy, a którego tak rozpaczliwie byłem spragnion, nie mogąc znaleźć sobie w tegorocznej, sladżowej niszy godnego towarzysza zabaw. No to mam i bardzom chłopakom wdzięczny - mam ciężkiego jak Buka i czornego jak piąta okładka metaliki, niespokojnego ducha lubującego się w destrukcji mózgu odbiorcy, o apetycie biblijnego lewiatana, złego i czujnego. Chyba niepotrzebna nikomu oczywistość, że Bawarianie gór nie przenoszą, a do gatunku swego nic nie wnoszą - to nie te lata (czyli minione), gdzie można tu było coś ugrać w konkurencji do - dziś już klasycznych - różnego sortu ekip, których nazwy zaczynały się na litery umiejscowione raczej w środkowej części alfabetu. To nie ważne, nie przejmujcie się przeto, że słyszycie tu (być może) swych ulubieńców, to wręcz powód do zabawy i konkretniejszych hulanek - Cranial lubi to, co robi i kroi garnitury bardzo rasowo, ale zachowując ten specyficzny pierwiastek nowości dystynktywny dla debiutów młodych ludzi oddających hołd gigantom i swoim idolom. "Dark Towers, Bright Lights" to prawie trzy kwadranse najwyższej próby dusznego, bardzo uwypuklonego na klimat sludge'u o nadzwyczaj apokaliptycznej prowieniencji podkreślonego (że się powtorzę) obłędnym brzmieniem - mam w mych słuchawkach nienaganną, prawdziwą muzykę potraktowaną z wielkim szacunkiem - tak do niej samej, dzięki pracy osób odpowiadających za produkcję płyty, jak i do słuchacza, dzięki kompozycyjnemu talentowi, użyciu charakterystycznych dla gatunku motywów i znajdowaniu w tych wspomnianych kwadransach wielu dobrych rzeczy w kolejnych do albumu podejściach, za co brawa należą się już bezpośrednio tej czwórce Szwabów. BTW, już w tym swoim lenistwie sprawdziłem skład zespołu i okazało się, że na wieśle gra tu Michael Melchers, wieloletni członek potężnego Omega Massif, co jest, mam nadzieję, dodatkową rekomendacją.

Możesz malować oczy, usta i nos, ale i tak wiem, że jesteś brzydki. Cranial nie udaje dobrego sladżu, bo to po prosu dobry sladż w swoim jądrze, w samej formie, w jakiej jest wykonywany - nie będzie kombinowania, ugrzeczniania i wygładzania tam, gdzie go nie potrzeba - i o taką szczerość w szeroko pojętej ekstremie nic nie robiłem i takiej szczerości w muzyce trzeba wymagać, a nie zadowalać się bele czym. Polecam wieczorem zaopatrzyć się w ulubione ulepszacze nastroju, zgasić światło i ruszyć z Cranial w tą duszną, ale chłopaku, jakże rozkoszną podróż.

 

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)