Loading

Nowy szajs muzyczny

Dead Witches - "Ouija" EP (2017)

Nekro      25 lutego 2017      Recenzje, Muzyka

Debiutanckie EP brytyjskiego Dead Witches jest krótkie i przyjemne. Taki też będzie tekst na jego temat. Krótki i przyjemny (that's what she said!).

Band o dość precyzyjnie kojarzącej się - jeśli chodzi o stylistykę - nazwie Dead Witches to najnowsze dziecko Marka Greeninga - oryginalnego, najlepszego i wiecznie zajebanego trawą perkusisty Electric Wizard z którym zakończył przygodę już jakiś czas temu. Ten fakt jeszcze bardziej pcha skojarzenia możliwej twórczości tej ekipy w rejony wiadome - i w takim też stanie do "Ouija" podszedłem. I z uśmiechem na gębie.

No, w gruncie rzeczy było to do przewidzenia - naręczy (ni nawet szczypty) zaskoczeń nam tu żaden narkodziad nie sprzeda - DW gra ograny do bólu pachwin doom ze żwawym, godziwie zaznaczonym retro-okultystycznym klimatem, bluesowym feelingiem i lekko narkotycznym posmakiem. Wypisz wymaluj Czarokleta Elektryczny. Twórczość zespołu rzeczywiście bez kozery sięga po wiadome składniki, na szczęście unikając chamówy - sprawnie oplatają schemat w (nie)wymyślne motywy i wychodzi im to przednio. Np. stosunkowo szybki "Drawing Down the Moon" - czy nie słyszałeś tego riffu już milion razy? Tak, a masz coś przeciwko razowi milion i pierwszemu? Absolutnie nie! Zwłaszcza, że wspomniany gęsty, wiedźmi klimat robi robotę zdecydowanie namiętną i bardzo te wszystkie kawałki ubarwia, dodaje jakiegoś podskórnego dna, że nie słuchasz machnięć grabą w gryf ani psztryków pałką w bęben, tylko rodzaju ścieżki  do apokaliptycznego, wiedźmiego ceremoniału brzydkich bab (mimo zniekształconego, ale seksownego głosu śpiewającej pannicy). Takie określenie też jest dość wyświechtane - na dzisiejszej scenie, kiedy retro święci tryumfy, mamy dużo podobnych projektów, które można nazwać "vintage-rytualnymi" (żeby nie mylić z illuminatami ani ludźmi-krabami) - ale na tym tle wyróźnia nam się "Ouija" w sposób dość wyraźny, bo robi to bardzo dobrze i z finezją należną gatunkowi na którego polu się porusza - właśnie z tego powodu jej recenzja znalazła swoje miejsce na Plazie.

 Nie wiem, czy brzmienie to wynik budżetu lo-fi i przypadku (bo takie wypadki zdarzają się cześciej niż się wydaje) - nieistotne - ważne, że album brzmi dokładnie tak, jakbym sobie tego życzył. Niewyraźnie - bo czasem flow riffu ciężko odczytać (posłuchaj "Mind Funeral"), posępnie - bo zwolnienia kruszą kości ciężarem i brudem, diabelnie i transowo - ten narko-bluesowy "szlachetny" sznyt wciąga w bagno gitar, bębnów i rozmytych wokali ("Ouija" albo "Dead") i trzyma przez cały metraż kawałka. I nic to, że od czasu do czasu grajcy nie bardzo wiedzieli w które mańkie mieli się udać (kawałek "A World of Darkness" to masakra), jak na EP, to materiał z "Ouija" broni się koncertowo - jest, zgodnie ze swoim charakterem, przebojowy, brudny, naznaczony klasycznym metalem i szatanem. Mnie to wystarcza, czekam na cały album tera.

PS. Ta pani odpowiada w Dead Witches za wokale i robi to naprawdę dobrze!

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)