Loading

Nowy szajs muzyczny

Nightbringer - "Terra Damnata" (2017)

Nekro      24 września 2017      Recenzje, Muzyka

No i nadrabiania część kolejna. Po trzech latach od przemocarnego "Ego Dominus Tuus" każącego już rozpatrywać Nightbringer nie jako obiecujący, a w pełni rozwinięty, potężny hord, Panowie częstują nas kolejnym, nie mniej smacznym strzałem - "Terra Damnata", piątym długograjem w ich karierze. A ja to zaproszenie w siarczany Hades chętnie przyjmuję, bo - przyznam szczerze - trochę mi tych makdonaldsów brakowało.

Uprzedzajac konkrety - już od pierwszych dźwięków ta nowa bestyja Nightbringer oblepia ściany pomieszczenia w którym zacząłem jej rytuał taką czorną, lepką mazią - śmierdzącą, bulgoczącą i w ciągłym ruchu, coś jak leże królowej w Aliens. Takaż gęsta, niewysłowiona groza szczelnie ogarnia otoczenie i trzyma w swych paskudniczych okowach aż do ostatnich sekund omawianego łupania. Podobny, znakomity efekt udaje się Amerykanom osiągnąć nie tylko srogim, siarczanym przypierdolem blackowym (wyprodukowanym bardzo tradycyjnie, swoją drogą, bardzo podobnie do poprzednika), ale i serią bardziej eklektycznych elementów - miałem je nazwać ozdobnikami, ale byłoby to impertynenckie niedopowiedzenie - w kreowaniu klimatu i generalnego wrażenia z obcowania z płytą pełnią równie elementarną rolę, co te bardziej bezpośrednie, dźwiękowe pejzaże.

Jakby się przypierdolić na siłę i udawać purystę w za ciasnych slipach, to można takie efekciarstwo nazwać tanim, czy wytartym, Nightbringer i za tą płytą nie zasłynie z oryginalności, ale po co sobie nerwy psuć i szukać dziury w całym - zmysł kompozycyjny hamburgerów rozwija się z płyty na płytę, a kawałki zyskują na kunszcie - może i "Ego..." waliła po głowie z większą siłą, ale "Terra..." ma swoim repertuarze zdecydowanie szerszy zakres ciosów, a żeby opisać je wszystkie trzeba poświęcić tej płycie naprawdę dużo czasu. Takie detaliczne opisy czasem (np. w tym przypadku) odbierają część funu z obcowania z opisywanym tematem (to jak czytanie reportażu z bzykania), więc sobie najbezczelniej w świecie daruję. 

Opisywane płyciwo ma bardzo transową naturę - i to jest dla mnie jego największa zaleta. Obrzydliwa siarka zaklęta w długich, zapętlonych, hipnotycznych riffingach, o tak, to jest to, co lubię, więc takie wykręcone, odhumanizowane kakofonie jak, np. "Misrule", "Let Silence Be His Secret Name" czy "The Lamp of Inverse Light" to zdecydowanie moje ulubione szlagiery z "Terra Damnata" - tym sroższym, dość standardowym, blackowym galopadom (jak "Midnight's Crown", na ten przykład) też niewiele brakuje - może czasem ciągną się za długo, bo taką stylistykę wyczerpuje prawie, że w całości już otwieracz "As Wolves Among Ruins", a przez część metrażu regularnie dostajemy podobną mańkę takiego tradycyjnego łupania, ale cóż - to żadna awangarda i tak miało być.

Generalnie, to nie wiem, co tam chłopaki sobie "śpiewają" - na lekturę tekstów przyjdzie czas po zakupie fizycznego nośnika, ale po odsłuchu samej warstwy instrumentalnej, nachalnie przychodzi mi do głowy myśl, że jest to w jakmiś sensie album konceptualny (może faktycznie jest, nie czytałem jeszcze żodnych recek). Jest tu mnóstwo motywów, które przepierdalają się przez całą płytę na przestrzeni różnych kawałków.  Te wysokie jak Tatry gitary, te zwolnienia, wtręty klawiszowe... Hm, to takie małe, sutelne klocki z których Amerykany budują konstrukcję całej płyty i dzięki którym chęć dzielenia jej przez słuchacza na poszczególne kompozycje odchodzi w niebyt (nawet mimo tego, co napisałem w poprzednim akapicie). "Terra..." bardzo dobrze wchodzi w całości i tak polecam ją konsumować.

Czy to najlepsza propozycja w dyskografii Nightbringer? Dla mnie tak - pewnie części wyda się nieco przekombinowana i wybiorą zdecydowanie bardziej diabolicznego i agresywnego poprzednika, ale ja swój słuchowy akcent przyłożyłem tym razem do klimatu i ogólnej drobiazgowości w komponowaniu potężnych, a jednocześnie ciekawych walców z których częśc jest prawdziwą przygodą, bo dzieje się wiele i z głową. Jeśli chodzi o tegoroczne bleki, to "Terra..." jest naprawdę mocnym zawodnikiem, a do tego rozpala apetyt na więcej podobnego siarczenia. To ja poproszę.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)