Loading

Nowy szajs muzyczny

Samsara Blues Experiment - "One With the Universe" (2017)

Nekro      18 czerwca 2017      Recenzje, Muzyka

Kiedy radosny fakt, że SBE wydało właśnie swój kolejny album dotarł do mej spracowaniej jaźni, byłem już pewien czego się spodziewać. Bez chwili zwątpienia wiedziałem co usłyszę po odpaleniu w uszy tego nadobnego, świeżego naktaru z pustynnych kaktusów i skręcanych papierosów. I wiedziałem, że mi się spodoba. Niczem jebany Nostradamus, bo moje małe, przyjemne proroctwo spełniło się w procentach stu.

Można sobie w życiu kombinować. Można zastanawiać się, czego to jeszcze audytorium na swe uszy nie słyszało, umysłem nie lizało i spróbować im to dać. Można rozpisać kwadraturę muzycznego koła, lub doprowadzić ewolucję któregoś z dźwiękowych nurtów do górnego (lub dolnego) ekstremum otwierając sobie na oścież furtkę do unieśmiertelnienia w historycznych annałach.

Można - ale nie trzeba. Naturalną umiejętnością powinno być przełknięcie faktu, że w dzisiejszych czasach powyższa sztuka jest osiągalna jedynie dla pojedyczych jednostek, której nikt nie spodziewa sie na swoich uszach zastać, a badania bardzo ważnych i kompetentnych amerykańskich naukowców stwierdzają jednoznacznie, że ludzie najbardziej lubią tą muzykę, którą znają. Z takiegoż założenia wyszedł i takoż wcielił w życie ten opisywany kolektyw utalentowanych Szwabów na swoim czwartym długograju, przynosząc rzeczy znane i już słyszane, i - paradoksalnie - dzięki temu przeze mnie szanowane. Bo fach ma Samsara w rękach jak stąd do tamtego drzewa, a swe rzemiosło powoli, acz skutecznie, doprowadzają do perfekcji serwując coraz to dojrzalsze materiały.

Kontakt z "One With The Universe" jest jak spotkanie z dawno nie widzianym znajomym, z którym rżnęło się patykiem pisane wina, ogrywało w chuja dupkiem żołędnym i paliło marihnuaen w krzunach po lekcjach. Trochę się skurwiel postarzał i gada czasem zbyt mądre rzeczy, żeby dało się z nim dysputować bez zająknięcia, ale to wciąż ten koleś, który Ci się dokładał jak brakowało 20 groszy do czerwonego Specjala - lubisz i chętnie spędzasz czas w jego towarzystwie.

Nowy album Samsara Blues Experiment, mimo, że "experiment", to żadnych (nowych) eksperymentów nie przynosi - zgodnie z drogą swoich prekursorów - "Long Distance Trip" z '10, "Revelation & Mystery" z '11 i "Waiting for the Flood" z '13, i on drepce po przepastnym szlaku subtelnego, lecz ciężkiego i mocno psychodelicznego metalu ze śladowym akcentem na wokal za to przy wyeksponowaniu gitary do górnego limitu wydolności. Być może wokali jest trochę więcej, ale piosenkowy adres to nie jest i tak do tej płyty nie podchodź - jest dużo piasku, może w lekko nostalgicznym, melodyjnym sosie, ale to wszystko brzmi bardzo dobrze i znajomo. Od powolnych ballad utwory przekształcają się w pełne burz i tajfunów, narkotyczne walce z bardzo klasycznym, old-schoolowym, pustynnym wyczuciem. Jeszcze raz powtórzę - to wszystko już było, ale ciagle wchodzi w uszy doskonale.

Czy "One With the Universe" to najlepszy długograj w dotychczasowym dorobku wurstów? Pod pewnymi względami tak, ale przed tę cholerną sukę nostalgię ciąglę obstaję przy znakomitym debiucie. Jednak najbardziej idealnym sposobem słuchania twórczości Niemców byłby wieczorny maraton przekrojowy z całą ich dyskografią - doświadczenie warte polecenia. Tak samo, jak ich nowa płyta - kawał kwaśnego metalu z dedykacją dla głowy.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)