Loading

Świeżo z kinoteatru

Suicide Squad (2016)

Nekro      17 sierpnia 2016      Recenzje, Film

Nawet wystawiając swoje najdroższe dewocjonalia na alegro nie zarobiłbym tyle, żeby zapłacić za całą klasę drugą we, żeby poszła w ramach lekcji na ten film do kina. Ale popieram, Katechetki! Macie mój mlecz.

Poruszyliśmy (ryzykowny zwrot, w kontekście dzieci z podstawówki) tu ważną kwestię, której nie ma co bagatelizować - trzeba brac te biedne dzieci do kina, i to najlepiej na coś co będzie kolorowe, szybkie, będą ładne kobiety i niebrzydcy mężczyźni, a dialogi będą pocieszne. No i jak będzie klaun, to już w ogóle kinderparty, jajko-niespodzianka i samochód chłodnia. To wszystko mamy w SS (rechot!, zwłaszcza z Burzum w tle) a nawet tyle samo lub mniej, więc jedynym, co może nam zdefenestrować plany to efekt cieplarniany, nieurodzaj i ministerstwa - bo chłodno, głodno i chujowo.

"A pamiętacie ten samochód-chłodnię? hihihi"

Kontynuując więc, drogie klęski żywiołowe i politycy - od osiedlowego klubu harcerskiego"Kurac" wyszła inicjatywa, pod którą warto podpisać się obiema rękoma, a jak ktoś ma, to i nogą - idea zakłada przeznaczenie dwóch procent podatku od wysysania szpiku uczciwym obywatelom na konto założone w Begieżecie z którego finansowane będą tego typu kinowe przygody dla najmłodszych. Za poparciem tego ruchu ambitnych, młodych mężczyzn stoi przede wszystkim to, że nasi miluśińscy zasługują na obcowanie z kulturą. Może lotów koszących, ale taką od której zęby nie bolą od pastelowej stewii (vide Awendżers) ani nikomu nie puchną oczy od czterdziestu odmian czerni i goryczy (jak w supermenie i batmenie), jaka to sytuacja jest nad wyraz częsta w obecnym kinie popkornowym.

A propos - najsamwpierw wnosi się o zakupienie basenu ogrodowego napojów (słodkich czy też słodkich mniej) oraz przynajmniej trzech wanien popkornu z masłem polskim oraz kadzi naczosów oblanych roztopionym tanim, zółtym serem. Nadzastępowy Marcel już załatwił u szwagra starego Stara, który te frikadele do kin rozwiezie. Po co ten zbytek pytacie? A no po to, że wicie, czasem na Suicide Squad gadają, i czynność ta nie idzie im najlepiej. Szczególnie jak jesteśmy w bazie USA albo w barze gdzie się nad sobą użalamy. O nie, patrzenie na to nie jest zbyt przyjemne (w przeciwieństwie do obłości niektórych postaci, ale o tym za chwilę), dlatego czas zająć można sobie wcierając sobie w twarz ser z nachosów, nabijając pokornem słodkie bułeczki lub popijając słodki (lub słodki mniej) napój. Wycieczka na SS bez przedstawionych u góry artykułów byłaby jak wizyta mężczyzny w damskiej toalecie. Bez gloryhole. Do tego, powyższe menu na pewno dogodziłoby dzieciom, które w sklepikach szkolnych mają już tylko ciecierzycę, buraki gruntowe i andruty "Marlenki". Dzieci uwielbiają tani, żółty ser.

"Praise the lard!"

Co my tutaj mamy z plusów dla naszych braci mniejszych... Przede wszystkim bogatą galerię sympatyczncznych postaci! Jest Will Smith jako D(e)adshot - nadal gra tu rolę zmęczonego afroamerykanina po przejściach (którą to rolę gra bez przerwy chyba od czasów "I Am Legendą" albo i dalej), ale w końcu nie męczy, no i do tego rozpindala złych ludzi! Jest rzucające bumerangiem drewno, które jak się odezwie przy strzelanej napierdalance to zawsze zabawnie, jest zakapturzona Katana której broń to Katana, jest i famme fatale Harley Quinn, której należałoby przeznaczyć osobny akapit, ale tego nie zrobię - nie będzie wrzasków "świnia", "seksista", "fetyszysta" i innych. Zamiast tego napiszę jeno, że kobita jest najjaśniejszą gwiazdą galerii superlotrów w tym filmie. Jak się kołysze to robi to dobrze. Mamy też Jokera co to go gra Pan z "Dallas Buyers Club" co to miał być niesamowity, psychopatyczny i wyrazisty jak obraz cztery ka. No, jest chujowy, co tu się rozdrabniać, każdy mógł go zagrać, nawet Liam Neeson. Wielka szkoda, ale w końcu PG-13 robi swoje. Dokładając, mamy jeszcze szwarccharakter w postaci dziewczynki z Ringu z domalowanymi wielkimi brwiami. Dopóki nie zacznie odpindalać czikity, to miło się ją ogląda. Aha, Pan, który gra głównego dobrego, czyli kondomosa marines jest drewniakiem z twarzą z ciasta (tak, pamiętam Cię padularzu choćby z Robokopa - jak nie umiesz, to po co się bierzesz?). Wszyscy są piękni i młodzi (oprócz jednej małej, czarnej kobity) co na pewno spodoba się drugim i trzecim klasom. Co prawda żaden z bohaterów nie dorasta do pięt takiemu Chrisowi "Twarz z Ciasta" Evansowi (chociaż niedługo atakuje Aqua-minerale-men), ale też nikt nie ujmie Hellboyowi jego zaszczytnego tytułu "Twarzy Dołu Kloacznego" (chociaż Killer Croc jest blisko).

"Wjebię Ci tym młotkiem w łeb!"

Trochę sam se zaprzeczm, bo pisałem, że dialogi są słabe, a później pochwaliłem postacie - uwierzcie - połowa sukcesu bohaterów to mowa ciała - szczególnie w przypadku narzeczonej Dżokera albo typa, który siecze fireballe z rąk (bo też, jak otworzy usta to magia pryska). Sam dżoker to też mimika, gestykulacja i makijaż - zresztą nie od dziś ta postać robi robotę całością wykonania. Same rozmowy to albo coś w stylu "Twoją misją jest rozbić w perzynę (...)" albo "O boże, ale wszyscy jesteście głupi a ja nie (...)" albo i "Zróbimy tak i wygramy, albo i nie(...)". Ale czego oczekwiać od hollywódzkiego filmu o superbohaterach dla dzieci? No tych kolorków, wybuchów i innych tentegesów. Uświadczymy w SS za to dość milutkiego soundtracku - przykładowo Creedence Clearwater Revival czy Panic! at the Disco - są też jakieś Skrillexy czy Burj Khalify, ale klimatycznie jest wszyściutko wklejone gdzie trzeba.

Trzy De nie polecam, bo, mimo, że przez większość filmu mamy trójwymiarową perspektywę, to ciekawych efektów jest jak na lekarstwo dla babci (samochody roztopione przez tego kosmicznego The Rocka, więcej nie pamiętam) i nie opłaca się tracić dla nich detali i oka męczyć. Szczególnie, jak to dzieć będzie tą produkcję oglądał. Chodzą słuchy, że puszczają to z dubbingiem (bzdura, ale mniejsza niż BvsS z dubbingiem), także można dzieci puszczać bez obaw, że może się czegoś nauczą po angielsku.

"Idziemy Ci wpierdolić."

 Podsumowując już tą nieco przepastną tyradę - moi drodzy słuchacze w osobach katastrof, kataklizmów, dopustów bożych i polityków - nowy film Davida Ayera (typa od całkiem niezłego "End of Watch" i niezamierzenie śmiesznego "Fury") to najlepszy obecnie wybór, jeśli chodzi o klasową wycieczkę do kinoteatru. Mamy jeszcze lato, na salach kinowych posucha, grają sam gruz i wapno, a przyzwoity blockbuster trafia się teraz bardzo rzadko. Ostatni superbohaterski crap, przy którym dobrze się bawiłem, to strażnica galaktyki, a to już film stary. Zatem kubek ze słodkim (lub mniej słodkim) napojem w dłoń, w drugą kubeł obmaślanego popkornu i idź dziecko na film, jako i ja poszedłem i tych dych w promocji nie załuję. No i najważniejsze - nie zapomnij o tanim, żółtym serze...

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(1)

2016-08-19 13:18:43
No i masz babo placek. A tak się nastawiałem na to ło, i co. I nic.