Loading

Papierowa zjawiskowość

Terror - książka i serial

Sędziwój      20 czerwca 2018      Recenzje, Papeteria

Ciemno wszędzie, zimno wszędzie, co to będzie, co to będzie... 

Całe wieki temu słowo pisane przeznaczone było jedynie ludziom światłym, co to nie tylko czytać w wielu językach umieli, ale też szeroko pojętą nauką się parali. W miarę upływu czasu, na nieszczęście raczej, coraz to znaczniej książki popularyzowały się wśród szerszej grupy odbiorców, już nie tylko myślą bardziej lotną obdarzonych, ale też szaraków i gawiedzi pospolitej. Promocja odbywała się różnorako – przekaz ustny (ktoś polecił komuś), recenzje, czy wreszcie własna, nieposkromiona dociekliwość połączona z wytrwałością godną archeologa. Jak jest obecnie, każdy widzi. Częstokroć na podstawie książek powstają filmy/seriale, dopiero po obejrzeniu których widz dowiaduje się, że zamysł powstał lata temu w genialnym umyśle jakiegoś pisarza. Czy mi się to podoba? Raczej nie, chciałbym etosowo, w linii zgoła odwrotnej. Czy sam temu podlegam? Cholera, niestety tak. W dobie błyskawicznie szybko powstających produkcji filmowych i seriali nie sposób uniknąć tego zjawiska. Czy to jest dobre? Na to pytanie nie ma właściwej odpowiedzi. Powiedziałbym raczej, że normalne. Świat bez ustanku idzie do przodu, rozwija się. To, co niegdyś uważane było za standardowe, kilka lat później jest już przestarzałe i śmieszne w swojej prostocie. Od zawsze istniał stary człowiek, mówiący „teraz to dupa, za moooich czasów…”. Walka z postępem i szeroko pojętymi tego postępu konsekwencjami przypomina nieco Kserksesa batożącego morze…

No to się w przemyśleniach zapędziłem. Milknę. Do rzeczy przechodzę.


Jest przeraźliwie zimno. Zawodzący wiatr smaga moją twarz. Spierzchnięte usta pękają przy każdej wymówionej sylabie. Wokół mnie, choć oko wykol, lodowe pustkowie usiane lodowymi graniami i serakami. Jestem głodny, niewyobrażalnie głodny. Krew sączy mi się z ust, skóry i każdego innego otworu ciała. Z każdym dniem jestem słabszy i coraz bardziej szczerbaty. Na domiar złego, w ciemności, w cieniach lodowych bloków, nieustannie czai się coś złego. Bardzo złego i bardzo dużego. Coś, czego jedynym pragnieniem jest zakończenie mojego podłego żywota... Strach, głód i zimno to jedyne uczucia wypełniające moje dni. Kim jestem?
Jednym z członków załogi wyprawy odkrywczej. Nieudanej wyprawy prowadzonej pod dowództwem sir Johna Franklina. Jest kwiecień, anno domini 1847. Stoję na oblodzonym pokładzie uwięzionego na arktycznym pustkowiu lodołamacza HMS Terror…