Loading

RozTopy 2016

Top 10 najlepsze horrory 2016

Nekro      05 stycznia 2017      Topy&Besty, Film

Rozkminianie tych dziesiątek płyt z zeszłego roku trochę trwa, więc zacznijmy kinoteatralnie! Nie tak dawno temu w przeszłość wrzuciłem na NP ranking horrorów na stary już, '15 rocznik, więc zajmijmy jego miejsce nowiutką listą wypełnioną najświeższymi straszakami. Oto 10 najlepszych produkcji tego nurtu z 2016 roku.

PS. A czemu tylko dziesięć, panie profesorze? A no bo, nie ma co kryć, nie był to najlepszy rok dla tej niszy - mamy kilka rozpierdalaczy, ale 90% produkcji to straszny paździerz - jedne powielają drugie, kiedy trzecie powielają czwarte, jakby scenariusze były robione od kalki - każdy film o duchach może z powodzeniem nazywać się Film o Duchach (i tu kolejna cyfra), każdy o zombie tytułujcie Film o Zombie (cyfra) a każdy o potworach Gówno (cyferka), i tak nikt nie zauważy różnicy (mimo kaleczenia dużych marek typu Blair czy Evil Dead). Dobrze przynajmniej, że skończył się już trend blair paranormal witch activity i nie trzeba oglądać setki identycznych, rozedrganych szajsów, bo co miało wyjść dobrego (oprócz klasyki, to np. oba "V/H/S"-y, "Grave Encounters" czy "The Tunnel") to wyszło, a teraz dostajemy same ekskrementy (np. "Cybernatural" - tragedia posejdona, gówno pieprzone). Teraz kino horrorowe poszło w stylizowanie się na klasyczne produkcje i także tu mamy rozstrzał - od bardzo dobrego "House of the Devil" do, np. tragicznego "Ouija 2" z tego roku. Widzowi nigdy nie dogodzisz, ale - powtórzę - w tym roku było stanowczo za mało dobrego.

Jednak, tak jak mówiłem, mamy kilka chlubnych wyjątków, do których przyswojenia zapraszam poniżej...

10. THE CONJURING II ("OBECNOŚĆ 2")


Ostatnie (i paradoksalnie pierwsze - mózg rozjebiony!) miejsce na liście należy do kontynuacji gimboklasyka z 2013 roku - "The Conjuring". Oczywiście, skoro film był do rzeczy i dużo Adrianów i Rafałów wydało dzięki niemu swój szmal na bilet, no, to panie dzieju, TRZEBA zrobić sequel. No trzeba. No więc wracamy do lat dawno minionych by obserwować paranormalne małżeństwo pracujące przy kolejnej sprawie. Zdecydowanie mamy kilka wzorowych momentów, ale dla mnie to o kilka kolejnych za mało -  mimo, że film ogląda się całkiem przyjemnie - rzucając rękawicę na takie słabe szejść/10. Może przy kolejnej rewizycie się uda, chociaż pamiętając kaszankowy posmak spin-offu i niezadowalające pierdolnięcie tej pozycji - nie spodziewam się już obecności Obecności na jakiejkolwiek liście.
Jakby coś było niejasne - film jest niezły. Aż i tylko.

 

 

 

9. THE AUTOPSY OF JANE DOE ("AUTOPSJA JANE DOE")


"Autopsja Jane Doe" to film tak dobry jak chujowy. Mrozi krew w żyłach obdarzając morowym klimatem by za chwilę zniszczyć domek z kart infantylnością na poziomie przebojów Disneya typu "Bliżniaczki Olsen na tropie" albo "Kapitan Ameryka i Zimowy Pojeb". Nie można mieć wszystkiego, ale konsekwencja w budowaniu aury to jeden z fundamentów dobrego horroru, więc nie życzę sobie, do diaska, być jej co chwila pozbawiany, co się dzieje regularnie przez cały seans. Ale daję plusa za sam pomysł i wykonanie, aspekt psychologiczny, lekkie niedopowiedzenia i pierwszą połowę filmu. Szkoda, że porównując ją z drugą zapłakać to za mało. I do tego knyp z "Wszystko za życie", bleh..

 

 

 

 

8. THE PURGE: ANARCHY ("NOC OCZYSZCZENIA: ANARCHIA")


Dobra, możesz się kłócić o to, czy zaliczyć ten cykl do horroru, ale ja mam to w spoconym rowie. Jeśli horror ma straszyć - to "Purge" jest horrorem. Jeśli ma upiornych antagonistów - to "Purge" jest horrorem. Jeśli krew leje się wartko a bohaterowie umierają obrzydliwą i wymyślną śmiercią - to "Purge" jest jak najbardziej horrorem. I to jakim! Kiedy twórcy odpuścili sobie już napompowaną powagą i epiką pulpę fabularną z poprzednich odsłon, stworzyli najlepszą część cyklu. Pełną starych i nowych pomysłów, trupów i kolejnych pojebanych postaci. Do tego wizualna warstwa filmu jest zajebista - bo te wszystkie światełka, neony, maski i  latające flaki robią na zmysły aż miło! A że główny wątek fabularny wymyślił niedorozwinięty epileptyk? Zupełnie nie zwracaj na niego uwagi (na aktorów też nie, budżet poszedł na scenografię i charakteryzację), a "Anarchia" da Ci wiele zabawy.

 

 

7. NEON DEMON


Pewno wielu już słyszało o tej produkcji - warsztatowo doskonałej, koncepcyjnie niezłej, scenariuszowo-narracyjnie bardzo średniej. Film pewnikiem przejdzie do historii ze względu na atypowy psychodeliczny klimat, znakomite zdjęcia i artyzm wizualny poszczególnych scen a także doską muzykę autorstwa typa od "Drive" (zresztą filmu reżysera "Neon Demon"). Problem tkwi jednak w tym, że poza ślicznymi zdjęciami i buziami ładnych pań, nie ma tutaj tak napawdę czego szukać. Dialogi i kolejne wydarzenia to pretekst do pokzaywania widzowi kolejnych kwaśnych pocztówek - nie musi to być złe, bo taki koncept nie jest często w kinie eksploatowany (ostatnio chyba w "Beyond the Black Rainbow" albo "Enter the Void"), ale nie mylmy filmu z performancem. Po raz kolejny - nie jest to horror sensu stricto, a raczej wariacja miksująca klimat straszaka i psylocybinowego snu.

 

 

 

6. THE INVITATION ("ZAPROSZENIE")


Nie pokazuj tego filmu znajomym (jak jakichś masz) - jeśli już uważają Cię za niezrównoważonego pojeba, to po seansie skasują Cię w pizdu z telefonu - taki impakt ma "Zaproszenie". No, nie przesadzajmy, ale film, mimo, że kameralny, wstrzykuje pod powieki bardzo przyjemne dawki ciarek i zwrotów akcji, a jak pomyślisz, że to już, to na dokładkę dostaniesz po mordzie wiadrem krwi. Do podobnych produkcji potrzeba odpowiednich aktorów i tutaj się tacy znaleźli (chociaż paru też odpierdala amatorkę, np. pewna skośnooka sucz) - dzięki nim suspensu nie przerywają zgrzyty zębów i zażenowanie a tajemnice fabularne są bardzo sympatycznie dozowane. "Zaproszenie" pokazuje jak bez odkurwiania inby i wora wypieprzających nagle zza kadru kakunów zrobić mocny, thrillerowy straszak.

 

 

 

5. GREEN ROOM


Przyznam się jak księdzu przeorowi na spowiedzi - zaraz po seansie uważałem "Green Room" za straszne kobyle caco - gołowąsy z głównych ról wkurwiały, profesor Xavier wdupiony w film na siłę, zdjęcia słabe, efekty tragiczne. Ale po jakimś czasie mój mózg zrobił bum a później trach i ogarnąłęm istotę tego zabijacza czasu. Obejrzałem więc drugi raz i stwierdziłem - zajebisty pomysł w całkiem niezłym wykonaniu. Atmosfera zaszczucia, jaką zapodali nam twórcy filmu przypomina wręcz te pojebane psycho-klasyki w stylu "Calvaire" czy "Eden Lake". Do tego nietypowy setting w jakim umieszczone są wydarzenia dodaje plus tysiąc dublonów do klimatu. No i od czasu do czasu można posłuchać jakiegoś death metalowego rzygu, a to rzadkie zjawisko w filmie dla młodzieży. Przy odrobinie większym budżecie i staranniejszej produkcji "Green Room" mógłby być na tej liście ze dwa miejsca wyżej.

 

 

 

 

4. BOO-SAN-HAENG a.k.a. TRAIN TO BUSAN a.k.a. ZOMBIE EXPRESS


Jeden z dwóch przedstwicieli koreańskiej myśli filmowej w służbie wielbicieli strachu na tej liście, "Zombie Express" w wielu miejscach określany jest jako skośnookie "World War Z". Cholernie krzywdząca opinia biorąc pod uwagę chucherkowatą wartość "WWZ" bo w tym momencie hamburgery mogłyby ciągnąć pałę kitajcom na dystansie maratońskim. Abstrachując od głupiego internetu, koreańska produkcja to film z zombie nowego millenium - tymi co tak szybko biegają i atakują z częstotliwością osiedlowego Seby. Można to lubić lub nie, ale w apokaliptyczny krajobraz Busan wpisują się doskonale (plakat mówi wszystko). Fabuła jest cepowata, ale wartka akcja, chmary szybujących jelit i raptowne twisty dobrze ją maskują. Będzie klasyk.

PS. Dobra, efekt "zombie lanych" jest żywcem zerżnięty z "WWZ".

 

 

 

 

3. CLOVERFIELD LANE 10


Na kontynuację "Cloverfield" czekałem z wypiekami na pośladkach od 8 lat i pomimo, że spodziewalem się czegoś innego, to "Cloverfield Lane 10" jest bardzo udaną produkcją. Korzysta z jakichśtam generalnych ram uniwersum, ale w wymowie, klimacie i przede wszystkim w sposobie narracji różni się od "Project: Monster" diametralnie. Atmosfera filmu jest rozkosznie wręcz tajemnicza i klaustrofobiczna, a w punkt dobrani aktorzy z sukcesem starają się aby to wrażenie jeszcze bardziej pogłębić. John Goodman jak zwykle perfekcyjny, a laska ze "Scotta Pilgrima" rewelacja. Szkoda, że pod koniec seansu twórcy zaczęli odpierdalać maniany i psuć klimat, bo byłby cud-film. Tymczasem jest "tylko" bardzo dobrze.

 

 

 

 

 

 

2. DON'T BREATHE ("NIE ODDYCHAJ")


Taki terror-thriller bardziej niż horror, ale daje po nerach jak mocne, klasyczne, horrorowe gówno. "Don't Breathe" ma koncept prosty jak cep i jak sobie teraz nad tym myślę - jakim cudem to się udało? Może chodzi o świetny zarys głównego antagonisty, może o budowanie nastroju i suspensu - zrazu subtelne, czasem walące młotkiem w głowę, a może o trywialne poczucie grozy i zaszczucia - bohaterowie ani przez moment nie są bezpieczni - a nie gania ich radioaktywna rekino-ośmiornica, tylko niewidomy pojeb z gazrurką. Ze względu na charakterystykę postaci, film dużo gra ciszą i długimi ujęciami, które w połączeniu dają widzowi najczystszy ekstrakt lęku i zaniepokojenia. Szkoda, że dobre wrażenie pewnie spierdolą sequelami ale splunę, żeby nie zapeszyć.

 

 

 

 

1. GOK-SEONG a.k.a. THE WAILING ("LAMENT")


DUPA111

No i mamy zwycięzcę. Jeśli "The Witch" było dla 2015 roku największym zaskoczeniem i horrorem, który zostawiał pozostałe daleeeko z tyłu, tak dla 2016 jest nim "Lament". Obraz tak doskonale napisany i wykonany, że przez bite 150 minut kreuje gęstą atmosferę nie pozwalając sobie nawet na jedną zbędną scenę. O scenariuszu tak znakomitym, że jego rozkmina ciągnie się za mną do dziś. O jedynym w swoim rodzaju klimacie koreańskiej prowincji i nawiedzonych, okalających ją lasów. Seans to mieszanka przerażenia, mistycyzmu, rozbawienia (w chakarterystycznym, czasem inwazyjnym stylu skośnookich), nerwowości, zaniepokojenia i fobii. Doskonale wykreowanych postaci, z których każda budzi ambiwalentne emocje (może poza głównym bohaterem) jest tutaj multum, a sceny w których biorą udział to małe dzieła sztuki. Dalekowschodnie elementy folklorystyczne jakimi napompowany jest "Lament" dają poczucie kwaskowatej trans-hipnozy i pół-snu, jak w "The Wicker Man" albo we wspomnianej "Wiedźmie" - warto poczytać o gusłach i symbolach obecnych w filmie, bo można się dużo dowiedzieć i zreinterpretować seans.

W Multikinie tego dzieła nie zobaczysz, ale naprawdę warto pogrzebać, bo niebawem stanie się klasykiem, a już jest jednym z najlepszych horrorów współczesnej kinematografii.

 

+BONUS!

Najgorsze horrory roku:

- Blair Witch

Jedna z moich najukochańszych, najbardziej docenionych i najbardziej straszących franczyzn została w ubiegłym roku brutalnie zgwałcona przez wydanie trzeciej części. Uniwersum porwane w strzępy, chamskie wpierdolenie we film samej wiedźmy, nie wspominając już o fatalnych aktorach, wielkich jak słoń pustkach logicznych i dziecinnych jumpscare'ach - przez to właśnie was hamburgery nienawidzę. Jakkolwiek bez zaskoczeń, ale nieporozumienie.

- Las Samobójców

Małe co nieco o tym japońskim lesie, gdzie ciągle sie ludzie zabijają. Temat absolutnie wdzięczny i tylko czekający na jakieś mistyczno-psychologiczne gówno. Tymczasem (oczywiście hamburgerowe świnie) zaserwowali tutaj nudny jak pani z okienka na poczcie straszak dla dzieci (legitnie, film ma PG13) z tak kurwa infantylnym suspensem, że złoty medal dla tego, co ani razu nie ziewnie. Podczas oglądania przejmowało mnie tylko coraz większe zażenowanie tak fabułą jak i tą tragiczną, brzydką laską z Gry u tron, którą wjebali tu na siłę na główną rolę. Wielki, bawoli crap.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)