Loading

RozTopy 2016

Top 13 najlepsze gry 2016

Nekro      06 stycznia 2017      Topy&Besty, Gry

Witojcie w drugim noworocznym topie! Zajmiemy się teraz tym, co niedojrzałe do życia w społeczeństwie, brzydkie prawiczki lubią najbardziej - grami wideo! 2016 to był pierwszy rok, kiedy odchodząc od dużych produkcji kierowałem się bardziej w stronę indie i to będzie na pewno zauważalne na liście - nie zabraknie kilku sporszych produkcji, ale to już nie to samo. Za mooooich czasów...

PS. Jedyne maszynki jakimi dysponuję to kompjutr (z padem od XO) i PS4, więc siłą rzeczy produkcjami tylko na te platformy się tu zajmę. Ale nie bój, pono tanio pegazusy na allegro chodzą, to może będzie update, kto wie? Zaczynajmy więc!

13. ENTER THE GUNGEON


"Enter the Gungeon" to bardzo popularna gierka opowiadająca bardzo wzruszającą historię o pruciu do wszystkiego, co się rusza. Napędzana jest - ostatnio modną do bólu jaj - proceduralnością, co pewnikiem w znaczącym stopniu wydłuża rozgrywkę. A ta jest naprawdę przyjemna. Bo robisz sobie pół-godzinną sesję podczas której kończysz tysiące istnień, upgrade'ujesz bohatera, szukasz skarbów, ulepszeń i sekretów i dzień od razu robi się przyjemniejszy. Do tego gra posiada naprawdę przyjemną dla oka, pikselową grafikę (chociaż często tak się odpierdala na ekranie, że upełnie nic nie widać) i old-schoolowy soundtrack. Po prostu szczelanie na odstresowanie.

 

 

 

 

 

 

 

12. OXENFREE


Dosyć kontrowersyjny wybór, bo i gra bardzo niecodzienna. Jeśli nie załapiesz klimatu przez kilka pierwszych minut - nie zrażaj się, daj jej szansę. Ja musiałem podchodzić dwa razy, ale zwalę to na karb własnej ignorancji i zapomnę. "Oxenfree" to gra w której chodzisz w prawo i w lewo. Czasem też do góry i do dołu. Często też wybierasz dialogi. Również, od czasu do czasu będziesz stroił radio. No i sporadycznie wykonujesz akcje na podświetlanych obiektach. Brzmi zachęcająco? Dla mnie też nie, ale jedynym elementem do którego trzeba przyłożyć wagę przy grze, to opowieść i jej narracja. Niczem wyborne "Life is Strange", tak i "Oxenfree" to interaktywna książka, thriller sci-fi w którym mamy wpływ na przedstawione wydarzenia, a uwierzcie, dzieje się tu naprawdę sporo. Oprawa czieszy oko, muzyka cudnie podkreśla opowieść a od scenariusza tylko czasem bolą zęby. No i nie musisz ryzykować połamania palcy na QTE jak w podobnych koncepcyjnie grach, np. od Telltale.

 

 

11. THE FINAL STATION


"The Final Station" zupełnym przypadkiem napatoczyła mi się na steamie. To była jedna zajbardziej pozytywnych gejmingowych niespodzianek, jakie mnie w tym roku spotkały. Mimo naprawdę minimalistyczej oprawy audiowizualnej, gra działa na zmysły z siłą dużej, poważnej produkcji. Tempo akcji wacha się od sennego przemierzania wielkich, post-apokaliptycznych metropolii do zawrotnych akrobacji przy konfrontacjach z tajemniczym złem. Do tego dochodzą elementy survivalowe - wykonywanie przedmiotów, pilnowanie stanu zdrowia i głodu postaci i utrzymywanie naszego domu na kółkach na chodzie - elementy te jednak zepchnięte zostały na margines, nie sprawiają żadnego problemu a pozwalają chłonąć zawartą w grze historię i pełne napięcia starcia na pięści, broń i latające krzesła. Klimat wylewa się z ekranu pomimo, że nasz protagonista składa się z niewiele większej liczby pikseli niż Mario 30 lat temu. Szkoda, że taka krótka.

 

 

10. NIFFELHEIM (Early Access)


Tutaj mamy przedstawiciela bardzo od jakiegoś czasu popularnych gier survivalowych. Niffelheim portretuje żywot bezimiennego wikińskiego wojownika zmuszonego do przetrwania w niegościnnych krainach. I pomimo, że istnieje w tej grze jasno określony cel - musimy znaleźć i zdobyć wszystkie święte artefakty ukryte w podziemiach pod naszym kasztelem - to, aby go osiągnąć musimy ciąć, rąbać, łapać, strzelać, miażdżyć, kopać, mieszać, warzyć, gotować, opatrywać, konstruować i burzyć, aby przeżyć do kolejnego dnia i zapuścić się w dalsze korytarze lochów. Brzmi dosyć rutynowo, ale tym, co wyróżnia "Niffelheim" od dupcyliona pozostałych craft-survivali jest styl graficzny i setting, które robią olbrzymią robotę. Grafika jest w całości ręcznie rysowana, a stare kurchany czy wielkie podziemne komnaty ze skarbami robią pierwszorzędne wrażenie. Do tego zmiany pogodowe, mnogość przeciwników (włącznie z bossami takimi jak wielkie trolle) i deliryczne poczucie izolacji (szczególnie, że brak jeszcze multi) przyprawiają czasem o gęsią skórkę. Jednak w tej chwili ważną informacją jest, że gra ciągle jest w steamowym Early Access, a więc nie jest skończona - widać, że dużo jest jeszcze do zrobienia i drugi raz to bym się zastanowił, czy w takim stanie warto dać tą stówę.

 

9. AMERICAN TRUCK SIMULATOR


Zawsze wybierałem symulator tirowca ponad symulator farmera, przemierzanie Europy wielką ciężarówką niż zapierdol w grząskim polu. Do tej pory nie żałuję, bo najnowszy produkt SCS Software to bardzo godny następca niemal idealnego (po patchach, dodatkach i modach) Euro Truck Simulator 2. Smaczku dodaje wielka siatka szerokich, amerykańskich hajłejów i pustynno-neonowe rejony w jakich się poruszamy (na ten moment - do gry dodawane są regularnie kolejne stany). W mechanice nie zmieniło się prawie nic, może trochę fizyka, miasta są większe a komputerowi kierowcy nie odpierdalają już tak często wjeżdżając samobójczo pod koła. Został natomiast czysty FUN z przemierzania dróg, dostarczania towarów za hajs, obkupowania się w futerka na kierownicę i siedzeniowe ogrzewacze dupy i łamanie ograniczeń prędkości jak nikt nie widzi. Jeśli kolejne obszary będą wychodzić z taką częstotliwością jak teraz - ATS wystarczy na długie lata gry.

 

 

8. THE LONG DARK (Early Access)


Kolejny survival - ten jest już z jak najbardziej prawdziwego zdarzenia. Jesteś tylko Ty i niegościnna, zasypana śniegiem głusza. Banał, ale uwierzcie - to jeden z najbardziej "imersywnych" settingów z jakimi spotkałem się w grach. Wędrując po niegościnnych pustkowiach musisz uważać na wszystko - od głodu, zmęczenia i zziębnięcia własnej postaci do spotkań z dzikimi zwierzętami typu wilki i niedźwiedzie. Ponoć po dłuższej grze da się  ją już wymasterować w takim stopniu, że nie jest wyzwaniem, ale dla mnie po kilkunastu godzinach rozgrywka jest bardzo wymagająca a podołanie mrozowi i głodowi jest w pewnym momencie niemal niemożliwe - ale to DOBRZE, bo wciąga i nie puszcza. "The Long Dark" to też kolejna gra we wczesnym dostępie i czeka na dokończenie - najbardziej brakuje trybu fabularnego (teraz mamy grę swobodną i jakieś wyzwania) który jednak jest w przygotowaniu i niedługo powinien przypierdolić poteżną burzą śniegową.

 

 

 

7. FIREWATCH


Nieoczekiwana perełka - "Firewatch" to niesamowicie klimatyczna gra, która daje nam możliwość wcielić się w, uważaj, strażnika leśnego (gajowego?) obejmującego stanowisko gdzieś w amerykańskiej głuszy. Całe clue gry to opowiedzenie historii strażnika w której suspens przeplata się z podziwianiem pięknych widoków, rozmowami z towarzyszką niedoli i gonieniem przyslowiowego "kroliczka". Rzecz udala się twórcom znakomicie, bo opowieść wciąga od pierwszych minut i puszcza dopiero po niejednoznaczym finale. Spoko, ale wymaga to od gry dość krótkiego metrażu - można ją ukończyć w 3 godziny nie spiesząc się zbytnio i obczajając po drodze urokliwe miejscówki (których jest zatrzęsienie). Koncept jest bardzo interesujący, oprawa bardzo sugestywna a aktorzy znakomici. Czekam na sequel.

 

 

 

 

 

6. SALT AND SANCTUARY


To jest strasznie wkurwiająca gra - jeśli wolisz bezproblemowe produkcje, ktore grają się same - nie podchodź na długość trzech sążni. Od jakiegoś czasu popularne stały się gry nurtu "soulslike" - te, które czerpią koncept prób i błędów z serii "Dark Souls". W skróci chodzi o bardzo częste zgony napędzające do powolnego masterowania swoich zdolności w danej grze. I, o ile żadna częśc DS mnie nie porwała (pseudo-spin-off cyklu "Bloodborne" z kolei, to gra wybitnie niesamowita) o tyle "Salt and Sanctuary", wariacja 2D znanego schematu, to doprawdy wciągająca podóż. Potwornie daje w kość, ale kolejne próby wynagradza na tyle, że wciąż chce się w nią grać - szczególnie, że mamy tu całą kopalnię fajnych pomysłów, doskonałą warstwę audio-wizualną mocno nakręcającą schizowy klimat i zajebiste kreacje bosów, z których każdy - gwarantuję - zgwałci Cię i zostawi płaczącego jak mała dziewczynka. Mus dla mało drażliwych masochistów i entuzjastów laudanum. Trochę brak dodatkowego contentu, ale zawsze mozna przejść podstawkę jeszcze raz na... wyższym poziomie trudności.

 

5. DOOM


Nowy "Doom" to stary "Doom", nic więcej nie warto chyba pisać. Wydany kilkanaście lat po poprzedniczce zrywa z całkiem przyjmną, horrorową dekadencją trójki, żeby wrócić do sympatecznego rzezania plugastwa z pierwszych odsłon. I robi to dobrze. Rozgrywka jest tak naładowana akcją, że rzadko kiedy mamy chwilę na myślenie, ale dokładnie tak to miało wyglądać - sprint napędzany ołowiem, łamaniem kości i piłą motorową. Wszystko oblane zajebistym, metalowym soundtrackiem i śliczną grafiką. Pochwała za to, że gra wygląda jak złoto i tak też chodzi. No i ta okładka...

 

 

 

 

 

 

 

 

4. HYPER LIGHT DRIFTER


Kolejny "indor". Ciężko określić "czym" jest "Hyper Light Drifter" ale odczuwam niebywałą przyjemność z obcowania z tą produkcją. Można uznać ją za RPG-a (czy hack'n'slasha jak "Diablo") tak samo jak za grę akcji, ale najbardziej uczciwie będzie nazwać ją po prostu "grą przygodową". Chodzimy tu po przedziwnych krainach napotykając się na postaci niezależne i na wrażych przeciwników z którymi, sory, będziemy musieli się napierdalać. Walka, mimo bardzo minimalistycznego podejścia wymaga mnóstwa pomyślunku, bo, wbrew pozorom, jest potężnie wymagająca. Szczególnie, jak trafimy na jakiegoś bossa - taka konfrontacja często ma tendencję do wkurwiania bardziej niż te z "Salt and Sanctuary", ale tak jak tam, i tu dostajemy motywację do kolejnych prób głównie w postaci znakomicie klimatycznej historii i takiegoż świata. "HLD" to gra przepiękna, arcydzieło pixel-artu, wzmocniona dodatkowo wspaniałym soundtrackiem. Sam design scen, postaci czy świata zasługuje na najwyższą notę. Perełka, której trzeba dać szansę.

 

 

3. INSIDE


Wszędzie jest to podkreślane, ale ciężko puścić tą informację mimo uszu - "Inside" to następca doskonałego "Limbo" sprzed paru lat i jego znakomity sukcesor. Tu też mamy "platformówkę" z widokiem z boku wzbogaconą dodatkowo kunsztownym 3D, napędzaną przez opowiadaną dramaturgię i rewelacyjny, niepokojący klimat. Fabuła jest tu bardziej konkretna i klarowniejsza niż w "Limbo", ale pozostaje zagadkowa aż do ostatnich, walących po mordzie scen. Generalnie gra schodzi nam na chodzeniu i odwiedzaniu kolejnych kluczowych lokacji, ale często przychodzi, np. do histerycznych ucieczek przed napastnikami i ich krwiożerczymi psami. "Inside" to gra doskonale pieczołowita, prowadząca gracza przez szczegółowo skrojoną historię opatrzoną detaliczną oprawą. Przemierzanie świata gry i kilka twistów fabularnych wynagrodzi Ci każdy wydany na tę produkcję grosz. 

 

 

 

2. KREW I WINO


W przypadku drugiego dodatku do pierwszego towaru ekportowego polskiej kultury też nie ma się co rozpisywać. Dostajemy do dyspozycji ogromną, nową krainę wypełnioną po brzegi nową zawartością. Dopełnia ją nowy, wielki wątek z wampirami i wińskiem w tle, moim zdaniem przebijający doskonałe fabuły podstawki i "Serc z Kamienia" już w przedbiegach. Dodatkowo, spotykamy znajomych z kart książek i masę nowego sprzętu w tym nowy rynsztunek a także własną chawirę, którą można rozbudowywać i czerpać z tego profity. Oczywiście to wszystko pretekst do przemierzania pięknych miejscówek i rżnięcia wszelkiego plugastwa przez łeb, ale nie mam pretensji. Dzięki "Krwi..." trzecia część Wiedźmina to teraz gra kompletna.

 

 

 

 

 

 

1. DARKEST DUNGEON



 Doskonała, jedyna w swoim rodzaju. "Darkest Dungeon" to gra na którą czekałem chyba od czasów pierwszych Simsów. Połączenie hardkorowego RPG-a z surviwalem, zarządzaniem zasobami i... szachami. Gra o tak gęstym, przeraźliwie jadowitym klimacie, że nie pozwala o sobie zapomnieć - Lovecraft, gotyk, zapleśniałe średniowiecze, szaleństwo czyhające na każdym kroku. Produkcja tak wymagająca i niecierpiąca błędów, że będziesz obgryzał pazury ekplorując kolejny, ciemny i duszny jak kosmos korytarz podziemi. Do tego piękna, ręcznie rysowana, zaskakujaca designem wrogów i lokacji oprawa, definiująca na nowo pojęcie sztuki w dziedzinie komputerowej animacji. W końcu szalenie wciągająca, odkrywająca nowe elementy przed oczami nawet zaprawionych w boju zdobywców lochów. I gdyby nie lekkie zgrzyty w mechanice czy szczegółach technicznych - byłaby idealna. Zdecydowanie najlepsza gra przy ktorej traciłem czas w zeszłym roku. Złoto.

 

 



 

PS. Nie dane było mi się zapoznać z kilkoma produkcjami, które na pewno by się na tej liście znalazły, a są to:

  • Uncharted 4
  • Dishonored 2
  • The Witness
  • Final Fantasy XV
  • The Last Guardian
  • Gears of War 4
  • ABZU
  • Superhot
  • Owlboy
  • Transistor
  • Unravel...

...i wiele, wiele innych. No cóż, i tak gry zżarły mi masę czasu, a we wszystkie, jeśli nie dostajesz za to piniędzy, to się chyba nie da... Ale mamy cały rok na nadrobienie zaległości!

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)