Loading

RozTopy 2016

Top 5 płytek których nie znałem przy podsumowaniu zeszłego roku (i bonus)

Nekro      31 sierpnia 2017      Topy&Besty, Muzyka

Znata taką sytuację?

Ongiś na studiach (chociaż po szkołach średnich pewno też) czasem zdarzały się jakieś przejebane kolokwia/zaliczenia/zerówki i inne tego typu zdarzenia-wydarzenia o charakterze wybitnie podłym. Zazwyczaj kończyło się takowe sromotą i zapijaniem poczucia winy, ale czasem, kiedy trafiło się na prowadzącego bez permanentnego PMS i abstynenctwa alkoholowego, można było doświadczyć ciekawego wybiegu - otóż w pewnym momencie zaproponować mógł następujący układ: "kto chce trzy proszę podchodzić, resztę proszę o pisanie dalej". Niby nic skomplikowanego, ale aspekt psychologiczny podobnego zabiegu jest głębszy niż gardło modelki z instagrama. Bo czasem przydarzał się też kolejny szczebel tej skrajnie pieczołowitej gry pozorów. Otóż, po obsłużeniu trójkowiczów, profesur mógł rzec tak: "kto chce cztery proszę podchodzić, resztę proszę o pisanie dalej". W tym to momencie w mózgi młodzieży wpierdalał się na pełnym gazie absolutny chaos - "oddawać na cztery, czy wierzyć w siebie i pisać dalej, ewentualnie czekać na dalszą szczodrość tego starego dziada/czerstwej lampucery?". Wiadomo o co chodzi.

Analogicznie ("anal", hehe), gdybym chciał czekać i wycisnąć maks z danego roku i przesłuchać wszystkie polecane bardziej i mniej płyty owego (w naszym dzisiejszym przypadku - zeszłego), musiałbym wyczekiwać gwiazdki przeżywając terror psychiczny, a to niekoniecznie terapia na moje nerwy. Tak w ogóle co to jest podsumowanie - to pryszcz, to jakiegoś rodzaju archiwizacja bez większej (chyba) wartości, więc na pewno nie ma co się zbytnio podniecać, ale nie znaczy to, że nie można się trochę zabawić. Dlatego dziś chciałbym dodać do swojego PŁYTOWEGO PODSUMOWANIA CIĘŻKICH PŁYT 2016 ROKU kilka znamienitych płyciw, których w czasie spisywania tamtego podsumowania nie znałem.

BÖLZER - "Hero"

Zacznijmy więc z grubej rury i od największego nieobecnego - Szwajcarzy ze swoim najświeższym przypierdzielem zaraz po premierze jakoś zniknęli mi z radaru, a wrócili na niego okupując pod koniec roku dziesiątki przeróżnistych rankingów płytowych '16. Nie ma co się dziwić - "Hero", tak inne od ich wcześniejszych (także przedobrych) wydawnictw, zdecydowanie rozdało karty jeśli chodzi o kombinowaną ekstremę zeszłego roku. To płyta monumentalnie wręcz epicka, przesiąknięta własnym, zaskakującym charakterem, doskonałym, niecodziennym brzmieniem, a przy obcowaniu z nią do dziś mam wrażenie, że słucham czegoś bardzo ważnego, ciężko to wyrazić wysrywaniem słów, trzeba posłuchać. Takie bombardziochy jak "The Archer","Phosphor" czy "Aj Em AjAjAj" będą mi towarzyszyć jeszcze baaardzo długo, tak podczas srania, jak i dosiadania mamuta do bitwy z marsjanami, a i pozostałym utworom niewiele brakuje (chociaż nie da się ukryć, że album jest zdeka przydługi). A, jeszcze jedno - mimo kontrowersji, czyste wokale na "Hero" gniotą süty.


VOID MEDITATION CULT - "Utter the Tongue of the Dead"

O tych morowych skurwisynach napisałem już deczko przy okazji wpisu z "Utter..." w Pamiętniku Płytoholika, ale zabrakło tam nieco szerszej charakterystyki, zrobim reckę i bedzie git. Tymczasem - w skrócie - debiut VMC to niesamowite, zagubione ogniwo między Elvisem Presleyem, a śmiercią od zawiśnięcia na zardzewiałym haku rzeźniczym w oparach trupiego jadu. To, jaką atmosferę kreują Hamburgery na "Utter the Tongue of the dead" można opisać długim na milę morską esejem o wybitnie podłej naturze, ale nie mamy tutej tyle miejsca, ograniczmy się więc do jednego hasła - "śmierć". Antykrystyczne peany VMC to seria obrzydliwych aż do kości, upaskudzonych trumiennym brzmieniem salcesonów w średnich i wolnych tempach. Czasem są i szybsze,  ale co się wtedy odpierdala to Papieże od Bonifacjusza w górę się w mogiłach przewracają. Jeśli ktoś jest w stanie docenić zegniłą ścianę dźwięku i w sumie prostotę kompozycji (intencjonalną!), ten doświadczy wyśmienicie klimatycznego, śmierdzącego bardzo powolnym rozkładem deathu.


ZEAL & ARDOR - "Devil Is Fine"

To gówno jest kontrowersyjne jak placki ziemniaczane z cukrem i chyba na tym głównie polega podziemna niesława Z&A. Na tym i na skrajnej oryginalności, bo projekt podchodzi do ciężkich dźwięków w bardzo nietypowy sposób, który w przeciwieństwie do większości ekstremalnych ekperymentów nie brzmi na wymuszony, a snuje swoje pomysły z niebywałą wręcz swobodą, co przy podobnym stężeniu "awangardy" (pamiętajmy, że cały czas mówimy o konkretnej scenie) jest - zaiste - sztuką trudną. "Devil Is Fine" to krótki zbiór miniaturek konotujących w specyficzny sposób z black metalem, odkrywając dla niego zupełnie nowe zastosowania. Ale, w sumie, nie to jest najważniejsze, bo elementy stricte metalowe akurat są na tym płyciwie najmniej interesujące. Tym, co przyciąga mnie do niego jest ich użycie w kontekście i to, jak sprytnie można poruszać się po dwóch, skrajnie różnych spektrach muzycznych, żeby to wszystko dobrze brzmiało. Zeal & Ardor wydało płytę wręcz niemożliwą do gatunkowego etykietowania i taką, którą trzeba posłuchać samemu, żeby wyrobić sobie o niej opinię. Ciekawym jest, jak będzie wyglądała dalsza droga tych eleganckich zwyrodnialców.


KRYPTS - "Remnants of Expansion"

Finlandczanie z Krypts swoim drugim długograjem potwierdzili oczywistą tezę - że ich kurwa nie stać na wydawanie słabych albumów, nie są do tego zdolni. Po wybornym jak cookie crisps z mlekiem "Unending Degradation" nagrali jeszcze cięższą, jeszcze bardziej zajebistą płytkę, niesamowite. "Remnants of Expansion" to w sumie powtórka z rozrywki, ale ja bym chciał same takie powtórki żryć. Death metalowa groza, echo horroru, kosmiczno-post-apokaliptyczne pustkowie. Wybuchy nuklearne, setki zanihilowanych istnień. Że taką kliszą polecę - Krypts po raz kolejny nie bierze jeńców. Znakomite brzmienie i znakomicie skomponowane, dłuuugie i rozbudowane kawałki, których na siłę nie przekombinowano, wydobywają wspomnianą wcześniej grozę już po chwili. Chłopaki nie boją się ani zbyt wolnych, ani za szybkich temp lawirując między nimi z gracją wisielca. Jeśli na trójce zespół będzie trzymał taki poziom - to będzie to jeden z najsmaczniejszych hat-tricków w DM tej dekady.


DORMANT ORDEAL - "We Had It Coming"

Na koniec polski akcent. Krakowski Dormant Ordeal na swojej drugiej pełnometrażowej propozycji serwuje wszeteczny, dziki jak tysiąc czortów i przynajmniej dwadzieścia pięć sztuk ciężkiego sprzętu budowlanego death o mocno technicznym akcencie. Płyta trwa ledwo pół godziny, ale spuszcza tak sążnisty wpierdol, że to metraż bardziej niż wystarczający. Czerpiąc z bardzo wielu wielkich nazw (np. Morbidów, Gorgutsów czy Immolationów) Krakusy łączą dźwięki w bardzo przyjemny, bezinwazyjny sposób, zapewniając masę frajdy we wsłuchiwanie się w przeróżne smaczki ukryte w kompozycjach. Smutnym jest, że skrajnie limitowany cedek rozszedł się tak szybko, bo nigdzie nie mogę go znaleźć (jakby kto miał na handel - proszę walić!). To dopiero ich druga płyta, ale jak najbardziej optuję za nadaniem im statusu towaru eksportowego - przy odrobinie brzmieniowego szlifu następca "We Had It Coming" zrobi krwawy rozkurw nie tylko na rodzimej scenie, brawo!


i w bonusie GOJIRA - "Magma"

Gohira w bonusie, bo album znalazł się w moim płytowym podsumowaniu, ale na stanowczo za niskim miejscu. Dopiero niedawno odkryłem niesamowitość "Magmy". Płyty tak skrzętnie, detalicznie napisanej, jakby Duplantjery siedziały nad strunami z mikroskopem i kalkulatorem odmierzając zajebistość w naukowy sposób. Eksperyment się udał, bo dzieło to niemal idealne, w zasadzie poważnie zastanawiam się, czy aby nie moje ulubione z całego zeszłego roku, a były przecież Pazuzy, Gorgutsy... Zostawmy to niedopowiedzenie, a zacznijmy delektować się tym francowym delikatesem, bo jest czym. Doskonała, doskonała płyta...

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(6)

2017-10-02 00:02:26

Ahhh Krypts, tu się podpisuje obiema rękami, te finole rozjebują mój mózg po raz drugi i mam nadzieje nie ostatni. Serio gdyby się nie daj maryjko przenajświętsza rozpadli to podejrrzewam, że mógłbym się nawet rozpłakać niczym skończona parówa. Taki fanboj ze mnie.

2017-10-02 07:42:28

@mortuary_erection

A najlepsze, że jest jeszcze od kurwy przestrzeni w której ich death może być jeszcze dużo, dużo lepszy, mimo swojej obecnej zajebistości. Dla mnie te skurwisyny syny to jedne z przyszłych klasyków sceny.

gdyby się nie daj maryjko przenajświętsza rozpadli

Weś spluń na niemalowane.

2017-10-02 10:58:26

@Nekro

Racja, że Remnants dużo się nie różni od debiutu, tyle co dostał leciutko przejrzystsze brzmienie i kładzie do głowy rozleglejsze połacie opustoszałych, apokaliptycznych przestrzeni ale myślę że najlepsze dopiero przed nami -to o czym wspomiałeś, czyli kwestia stylistyki Krypt która daje im ogrom miejsca na eksperymentacje. Czuję i obstawiam, że następne dzieło nie będzie powrotem do prostszego oldskul-deathmetalu, ale jeszcze dalej  i dokładniej zeksploruje te rejony na które wkroczył Remnants, aż nam kurwa przed oczami pociemnieje. Mocno na to liczę

2017-10-03 11:10:41

O jezusie, jestem świeżo po lekturze Zeal&Ardor. Czuje się zmieszany, tak ma być? Gospel Black Metal z twistem hinduskiego elektro? This is sick, sick world.

2017-10-03 19:39:45

@mortuary_erection

Po inicjalnym szoku (sam też nie widziałem jak to ugryźć) albo to gówno znienawidzisz, albo się zaintrygujesz i poczekasz na następne (chyba, że już się któraś z tych ewentualności wydarzyła), bo na moje, to trochę za mało i za cicho tego materiału, takie trochę demko (ale przesmakowite) zwiastujące właściwą płytę - i jak, kurwasz twarz - następna będzie chujowa, to się zdenerwuję jak Andrzej. A jesli nie będzie kolejnej, to za dekadę brudasy ogłoszą "Devil is Fine" obscure gemem i dorzucą do listy NWW.

BTW. Ponoć koncertowo robią arcyrozkurw, byli niedawno w PL.

2017-10-03 23:10:40

@Nekro

Jeszcze się z tym gryzę. Dwie aplikacje dziś, jutro też pewnie ze dwie i może się wykluje jaki werdykt, ehm dziwne kurestwo oj dziwne