Loading

RozTopy 2017

Top 6 Seriali 2017

Nekro      08 stycznia 2018      Topy&Besty, Film

Topienie zeszłego roku zacznijmy od najkrótszego z planowanych topów - zapodam tu kilka najciekawszych zjawisk serialowych ubiegłego rocznika, ograniczając się do pojedynczych sezonów. Top ten jest najkrótszy, bo szczególnie zapalonym, serialowym koneserem bym się nie nazwał, ale mimo to, chcialbym wyróżnić kilka nadzwyczajnych pozycji, nad którymi marnowalem czas i oczy przez metraż poprzedniego roku. Zacznijmy więc już.

VI. "The End of the F***ing World", sezon 1 (NETFLIX)

Wystartujmy zatem od przyjemnej, netlfiksowej miniaturki w postaci adaptacji komiksu pod tym samym tytułem. "The End of the Fucking World" to ośmioodcinkowy serial drogi z dwójką kompletnie urwanych z choinki, walczących z (niekoniecznie własnymi) żądzami i słabościami nastolatków w rolach głównych. Mimo, że tą młodzież grają aktorzy prawie w moim wieku, to nie można odmówić im tak warsztatu, jak i umiejętności, co jest chyba największym zaskoczeniem przy obcowaniu z tą serią. Produkcja jest dosyć kameralna, oniryczna rzekłbym, brak tu jakichkolwiek efektów specjalnych i innych spermotrysków prosto w oko, akcent za to położony jest na prowadzenie specyficznej atmosfery, którą chętnie nazwałbym nawet postapokaliptyczną, z tym, że żadnej apokalipsy tutej nie ma. Jest za to przedziwna podróż przez puste, niegościnne drogi, opuszczone domy i umysły pojebanych protagonistów. Nieco surrealnie, mocno absurdalnie i nawet zabawnie. Tylko czekać kontynuacji.


V. "Rick and Morty", sezon 3 (ADULT SWIM)

Bardzo długo przyszło czekać na nowe przygody pierwszego oblecha Adult Swim i jego wnuka, ale w końcu nadeszły. I nawet, jeśli nie do końca spełniły pokładane w nich nadzieje, to wciąż jest to podróz, że tak się kolokwialnie uzewnętrznię, zajebista. Z dość frywolnego, generalnego klimatu drugiego sezonu została może połowa, w trzecim sezonie scenarzyści uderzyli w raczej doslowniejsze, poważniejsze tony latające bliżej ziemi. Nie znaczy to jednak, że zapomniano o tak charakterystycznym dla serii kwasowym popierdoleniu - tego jest aż nadto. Ba, jeden z odcinków jest niemal w całości poświęcony cudownie narkotycznym odjazdom, co znakomicie oddaje osobowość podróży Ricka i Morty'ego. Do brechtów i do rozkmin, szkoda, że kolejny sezon pewnie znowu za sto lat.


IV. "Taboo", sezon 1 (BBC/FOX)

Superprodukcja z Mad Maksem w roli gównej - to mógł być albo cud, albo krap. I mimo, że "Taboo" sporadycznie dotyka tego drugiego artefaktu, to patrząc na cały sezon, jest to serial kurwa przedobry, a przy tym wielki. Z kunsztowną, bogatą w detale scenografią, świetnymi efektami specjalnymi (tak komputerowymi, jak i praktycznymi), majestatycznymi zdjęciami, wyrazistymi postaciami i rewelacyjnym aktorstwem. Nie jest to serial nastawiony na akcję, ale - paradoksalnie - kiedy już do takich dynamicznych scen dochodzi, to zrealizowane są one tak, że dreszcz po kręgosłupie pełza jak jebana, mięsożerna larwa o setce paskudnych odnóży. Hardy zrobił tu robotę arcydobrą kreując postać z reguły repulsywną, ale taką, której losy śledzi się z zapartym tchem, chapeau bas! Druga seria już podbita, więc zaciskamy poślady i czekamy do kiedyśtam!


III. "Dark", sezon 1 (NETFLIX)

Jebnęło jakby pierunami siarczystymi z zaskoczenia, bo na premierę "Dark" nie miał jakiejś wielkiej kampanii reklamowej. Nie dziwota to - to pierwszy, szwabski serial Netfliksa i zapewne miał być w swej naturze dość eksperymentalny. Eksperyment się udał, a popularność tej produkcji rozprzestrzeniła się po świecie głównie za sprawą zachwyconych frajerów chwalących ją po wszystkich możliwych mediach społecznościowych. To prawda, że wypłynął trochę na popularności "Stranger Things", ale - wysmaruj mi pachy pasztetem i nazywaj swoją ladacznicą - moim zdaniem zdecydowanie swój pseudo-pierwowzór (bo kwestia podobieństwa obu serii to zgrubsza mrzonka...) zeżarł i wysrał jak po popiciu mlekiem kebaba. Wszechobecny mistycyzm zacieśnia klimatyczne pętle, a część scen o impakcie walca drogowego może śnić się po nocach. Dodać wyborną muzykę, pokręconą fabułę i sugestywne aktorstwo, a nawet dialogi po szkopskiemu będą potrafiły cieszyć ucho. Tu też drugi sezon potwierdzony, więc można lecieć pierwszy na repecie.


II. "BoJack Horseman", sezon 4 (NETFLIX)

Jeden z tej garstki seriali, w których przypadku każdy kolejny sezon znacząco zwiększa poziom zaczynając od "przezajebistego". "BoJack" znakomicie wypośrodkowuje się między humorystycznym absurdem "Family Guya", a obyczajowościa produkcji zdecydowanie nie-animowanych. Czwarty sezon, wzorem poprzednich, znów zacieśnia klimat i podkręca swoją słodko-gorzkość będąc dośwadczeniem zaiste niezwykłym. Mimo prostej animacji ta seria jest jak przepastne jezioro, pogłębiane przez kolejne, trudne tematy, nowe, klasycznie pojebane postaci, doskonały (oryginalny) dubbing i wielowątkowy scenariusz. Mój absolutny numer jeden na podium zachodniej, serialowej animacji. 


I. "Twin Peaks", sezon 3 (SHOWTIME)

Where's Annie?!

Not here! Lynch, po powrocie do swojego firmowego miasteczka, postanowił odświeżyć jego już dość zaśniedziałą formułę i był to zabieg wstrzelony w dziesiątkę jak trener personalny w dowolną wielbicielkę jumping fitnessu po dwudziestce. Mistrz przedstawił tu zupełnie inną wizję swojej popisowej serii zastępując Twin Peaks dużym naręczem nowych lokacji, galerią nowych postaci, zmniejszoną do minimum liniowością fabuły i dużym akcentem na muzykę, na którą składają się tuziny różnych wykonawców. Wszystko to składałoby się na właściwie zupełnie nową produkcję, gdyby nie wielu, znanych nam już bohaterów, charakterystyczne elementy świata przedstawionego, no i ekstremalnie specyficzny, osobisty klimat starych serii. Dzięki temu, że reżyser połączył te wszystkie wpływy w sposób doskonały, zachowując przy tym swój autorski charakter i dokonując rewelacyjnych wyborów kastingowych (nie omijając kilku drzazg, ale nikt nie jest doskonały), dostałem - jak bum tarara - najlepszy serial tego roku i zapewne kilku następnych. I, mimo wszystko, mam nadzieję, że na tym historia agenta specjalnego FBI Dale'a Coopera się zakończy, czego jemu i sobie życzę.


BONUS: taka jeszcze miniaturowa erratka - nagrodę Obsranej Maliny przekazuję (z czcią, rzecz jasna!) siódmemu, zblazowanemu jak baba z okienka na poczcie, sezonowi "Game of Thrones", oraz troszkę mniej obsraną drugiemu sezonowi "Stranger Things", za nakręcenie drugi raz tego samego, tylko gorzej i taniej za drożej. Pozdrowienia ślę serdecznie!

I jeszcze druga rzecz - nie dane mi było obczaić dwóch pozycji będących ponoć musem - "Handmaiden's Tale" i trzeciego sezonu "Fargo", które - możliwe - wylądowałyby wysoko na tej liście. Ale może już za rok... 

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)