Loading

Śmiechuje

Top 8 najbardziej świńskich świniaków wokalnych

Nekro      25 lipca 2017      Topy&Besty, Muzyka

Serwus, wybaczta nieco dłuższy niż statystycznie zastój na tym pierdolniku, ale urlop rządzi się własną ordynacją. Dlatego, uprzednio posmarowawszy się obficie mleczkiem migdałowym Iwsa Roszera po spalonych słońcem plamach skórnych na karku i dupie, siadłem zrazu do kolejnego gupiego arta z którego mam niezłą beczkę (pamiętajcie, biegłość śmiania się z własnych żartów jest sztukom!).

Dziś, nie po raz pierwszy na Plazie, będziem adorować naszych braci mniejszych - i to tych, których pachnące, ugotowane, uduszone, upieczone dupska (tudzież inne członki) chyba najczęściej lądują na niedzielnym talerzu Polaka. Nie inaczej - chodzi o trzody chlewne różne, różniste - prosiaki, warchlaki, maciory, knury, lochy, samury, etc. Jak  się pewnie domyślata, nie będzie to taki ot sobie kolejny worship dla świń, jakich tak wiele ostatnio w internecie. Wybierzemy sobie dziś kilka świnek, które swoimi talentami umilają nam czas, dostarczając nam swe świńskie przymioty w formie dźwięku - wokali, by być bardziej szczegółowym. Tłumaczyć nie trzeba, że chodzi o te bardziej skrajne (ale o jakże ciekawej, bogatej historii) nisze muzyczne, których przedstawiciele zazwyczej na pudełka naciągnięte mają dodatkowe tekturki zasłaniające właściwe okładki. Bo tam też świntuszą.

Nie sugerujta się wyborem - ta lista zrobiona jest całkowicie dla jaj, jest też okazją do wygrzebania kilku klasyków takich a nie innych nurtów, które wydają się już dziś nieco zapomniane, a niesłusznie przeca. Kolejność też nie jest ważna - najważniejsze przecież, żeby wszystkie te nasze warchlaki były zdrowe, czyż nie?

ŚWINIAK PIERWSZY - DEMILICH

Przegląd tych uświnionych świńskim świniakiem świniaków zacznijmy od jednej z tych loch, od których wszystkie pozostałe warchlaki wzięły swój oridżin. Demilich - band legenda, w składzie mający jakieś same pojebane, mityczne bestie, w tym Prosiaka Absolutu ukrywającego sie za nazwiskiem Anttiego Bomana - jego kwikot i chrumkanie to jedna z najkultowszych rzeczy w death metalu, obok takich artefaktów jak podwójne stopy Sandovala, krzyż na łbie Bentona, kark Corpsegrindera czy uzębienie LG Petrova. Ten to świniopas to jeden z pierwszych przykładów prawdziwie świńskiego rzygu, któremu komplementarnie towarzyszyła zajebiście zagrana i smakowicie wyprodukowana warstwa instrumentalizacyjnowa. Szkoda, że wydali jeno jednego długograja, ale z drugiej strony, bez rozmieniania na drobne, "Nespithe" zaczęla i skończyła zajebistość Demilicha i trzeba z tym przejść do porządku dziennego. Wracając - wokal Prosiaka Absolutu jest jak wlanie jakiejś obrzydliwej Substancji Absolutu do Rury Odpływowej Absolutu i przysłuchiwanie się tworzeniu na jej powierzchni (substancji, nie rury) Bąbelków Absolutu. A w tle rozpierdoliło wulkan (niekoniecznie Absolutu, bo wulkan i tak ma jebnięcie zdrowe) i lawa już leci stopić Ci dupala. Nie znać tej płyty to jak potwarz starą, surową rybą i analny wlew z soku limonkowego, lepiej zrób sobie tę uprzejmość i ogarnij.


ŚWINIAK DRUGI - COCK AND BALL TORTURE

Niezwykle filozoficzny temat na tego konkretnego arta powstał w mojej - przeżartej zębiną czasu głowie - właśnie podczas rozpamiętywania psychologiczno-teologicznych tekstów Tortur Kutasa Oraz Jaj z ich prog-pop-djentowej "Sadochismo". M.in. tam Saszka popisowo zaprezentował jak powinno się w ekstremie poprawnie dławić kiełbasą zwyczajną o małej zawartości mięsa, żeby czuć było groove i żeby ta przysłowiowa nóżka tupała o klepisko dzieś w kącie. Niemieccy pornowcy pokazywali zresztą klasę na większości swoich wydawnictw - to samo spleśniałe mięso leciało zawsze w stronę łba z szybkością szarżującej maciory o podrażnionych sütach. Słuchanie CBT jest jak wiejska dyskoteka z dużą ilością loszek, a zamiast tanich piw i win barmani serwują (paskudne jak Ed Sheeran z twarzy) wiadra pomyj i rzygowin skrzących się pełnymi paletami barw. Szkoda, że od dłuższego czasu Fryce nie wypuścili żadnego nowego bezeceństwa (już ponad dekadę, choroba!), ale zawsze zostaje to bezwstydne molestowanie, jakie zostawili po sobie w tamtej dekadzie.


ŚWINIAK KURNA TRZECI - NUCLEAR VOMIT

Powitać i swojskiego, polskiego świniaka! I to jakiego sympatycznego, bo arcykwiczy! Takiego ze wścieklizną i straszną chcicą na lochy gorszego sortu! Umieściłem go w środku, żeby nie było, że przywileje jakie, ale też, żeby nie było, że nie. Nuclear Vomit to je pomiot śląsko-częstochowski i ze świniakiem o takiej prowieniencji mamy tutej do czynienia. Kawałki takie jak "Pilnik w sromie", "Casiopedał", "Nylon Bajtel", "Smutnysisior" czy "Super Zdrowaś Mario Bros." (!) to już, bez wątpienia, stały punkt wielu wesel i dożynek. Nic dziwnego, która młoda para nie chciałaby podczas pierwszego tańca doświadczyć jednego z najlepszych krajowych, ściekowych świniaków obrzydzenia? Ja to bym, kurwa jego mać mać (tak, podwójna mać!), nucił coś w stylu "Cudownych Świnioków Mam" albo "Biały Wieprz Dla Dziewczyny" - uwaga, zastrzegam znakiem towarowym w kształcie golonki. Polska może się pochwalić też całą rzeszą innych, wybornych prosiaków, takich, jak w Parricide, Dead Infection, Porky Vagina czy Ass to Mouth (Dupne Wary).


ŚWINIOK NÓMER CZTERY - DEVOURMENT

Dziwnie zapomniany projekt, a przecież prezentował nieprzeciętnie dobre jebnięcie wieprzowo-metalowe! Czizburgery zaczęły od tłustej chlewni w postaci przedobrego "Molesting the Decapitated" (z Twoją Starą na okładce), by do dziś wydać jeszcze parę ścierw, z których jednak żodyn nie przeskoczył macierzystej loszki. Ale nic to, bo te świniopasy dostarczyły bardzo dużo porządnych, jakże subtelnych dźwięków. Wzdłuż tych wszystkich brutalitycznych jazd, jakie Devourment prezentował na swoich albumach, jedzie mięsisty, szarpany warchlak, taki dzik, chcący rozorać gardło słuchającego, ale czekający na okazję wykonania tego procederu do ostatniej minuty dowolnego długograja, wcześniej drapiąc ryjąc i kwicząc. Taka ta świnia afrykańska - ma agresora, ale i tak zamiast zapierdalać to czeka na ONZ. Anyway, ostatnią próbą tych burych suk z Devourment było, nawet niezłe, "Conceived in Sewage" z 2013 które, mimo, że bardziej slamem niż grindem stało, to proponowało, tradycyjnie dla tego chlewu, bardzo przyjemne wrażenia knuro-wokalne.


ŚWINIAK PIONTY - WAKING THE CADAVER

UUUIII UIII UIIII CHRUM! Tak generalnie brzmi dowolny kawałek partii wokalnych (świńskiej pamięci) amerykańskiego Waking the Cadaver. Grając całkiem archetypiczny i mało skomplikowany slam, częstowali gruzowatym, świńskim szlauchem ze strony kloakalisty Dona Campana. Don często zapodaje też takiego gruzińskiego, wykastrowanego kapłona, więc można go zatrudnić w swoim gospodarstwie agroturystycznym i zaoszczędzić na żywym inwentarzu. WtC najlepszy popis odstawił na swoim debiutanckim albumie, ale, ze wzgledu na te wyborne świniaki lecące z nieba przy każdej okazji, warto dać też szansę kolejnym longplejom. Głównie ze względu na ten, chory jak zaglądanie starym kobitom pod spódnicę, spleśniały wokal tego wieprza wszetecznego. No kurwa, jest jak zakręcanie tłustymi oponami na parkingu podziemnym, albo jak grzebanie przez Pana w białym fartuchu w podrobach wieprzowych na mięsnym w Oszą. Dlaczego nie grają tego na porannych mszach - jest dla mnie do dziś sprawą nieodgadnioną.


SZÓSTE PROSIĘ - KRAANIUM

Kraanium, czyli norweskie rzygactwo o skrajnie chlewnym rodowodzie. Jeśli ktoś jest ciekaw, jakie dźwięki wydawałyby narządy rodne kobiety w czasie owulacji, gdyby potrafiły mówić, to wokalista Kraanium pomaga w ich odtworzeniu. Jego rzyg to piorun ognisty ze świńskiego anusa rodem, huragan smrodliwego odoru z piekielnego chlewu, duszny wyziew kiszek stolcowych setek tysięcy tuczników, które codziennie tracą w głowę w bezdusznych rzeźniach z betonu i szkła. To implozja osranego koryta i cebulowy chuch najstarszych świń, od którego aż łzawią oczy i umieraja małe dzieci. No, ma moc, to pewne. Kraanium, w przeciwieństwie do swoich zwierzęcych patronów nie jest zespołem zbyt płodnym, do dziś wydali jeno cztery długograje, ale przez tą dekadę trzymali w miarę stały, niezgorszy poziom dzikiego świntuszenia.


ŚWINIAK SIÓDMY - GUTTURAL SLUG

Duńskie, ohydne jak kaszubskie podniebienie prosię atakuje! To chyba najmłodszy i najmniej znany projekt z tego zestawienia, ale miej się na baczności  - jak najbardziej warto się z nim zapoznać, chociażby ze względu na mało zaawansowany staż na scenie, bo gołowąsów nie przeżarła jeszcze slam-rutyna. Guttural Slug wysrał do tej pory dwa albumy, z których to zdecydowanie "Megalodon" jest tym, który trzeba wrzucić na pierwszy ruszt - betonowe sztaby kawałków mieszają się z zakatarzonym knurem szarżującym przy każdej lepszej okazji - to trzeba uslyszeć! Kloakalista to wkurwiona na ludzi świnia, która wraca zza grobu, by masakrować gnojów odpowiedzialnych za pocięcie jego brata Knurberta na tuszki i sprzedawanie jego racic za marne 1.99 od sztuki! Znakomity sukcesor Napastowania Prącia i Jąder. Od czterech lat nic nowego nie wydalili, ale bądźmy dobrej myśli.


OSTATNIE WARCHLĘ - DISGORGE

Meksyk świniami stoi, bo, jak mniemam, chyba dużo ich się tam po prostu wpierdala. Znana i lubiana ekipa świniopasow w słomkowych kapeluszach i tacos w dłoniach dostarczyła nam do dziś już nie jednego potężnego, świniakowego jebnięcia obornikiem po oczach. Nowego nie było już od ponad dekady, ale chopy nagrały wystarczająco dużo dobrego, żeby zapewnić nam, słuchaczom przynajmniej ze dwa wieczory dobrego, wieprzowego przypierdolu. Edgar Garcia, który odpowiada w Disgorge za wokale, brzmi jakby napił się kwasioru z bakterii, a później nagrał jak tym syfem womituje na mikrofon. Kto wie, może tak było, a może opętał go jakiś świński demon, co to się obudził w rzeźni nie wiedząc, że jego świńskie ciało jest już w kilkunastu kawałkach w lidlowych zamrażarkach? Kolejnym skojarzeniem jest mokry bąk. I z tą myślą (i tom dobrom muzykom) zostawiam was w to piękne popołudnie.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)