Loading

Trzy Szybkie

Trzy Szybkie II - Exquirla, Darkwood i "Leatherface"

Nekro      29 października 2017      Recenzje, Misc

Cześć, czołem, kluski posolem. W drugiej odsłonie Trzech Szybkich z prędkością światła ogarniemy ciapate post-roki, znakomite, polskie straszydło z dużym odzewem na świecie i straszydło amerykańskie będące zupełnie nadspodziewanie dobrym prequelem kultowej serii. Jak pisałem przy okazji otwarcia cyklu dwa tygodnie temu, w 3ech Szybkich wszystko jest szybkie i zajebiste, więc od razu możecie sie za te dobroci brać.

I. Exquirla - "Para quienes aún viven" (2017)

Debiut hiszpańskiego kwintetu to nie lada smaczność nie tylko dla smutnych swetrów słuchających nudnej muzyki, ale też dla fanów bardziej złożonych, długich, progresywnych kawałków. Tego i niejakiej eksperymentalności, bo materiał cechuje też bardzo charakterystyczny, hiszpański sznyt w postaci, np. mocno folkowych (!?), emocjonalnych wokali - wokalista dwoi się i czworzy, żeby doświadczenie z płytą było osobliwe i sztuka ta udaje się mu w bardzo przyjemny, mocno transowy sposób. Atmosferę latynosi kreaują w bardzo sympatyczny sposób, rozszerzając każdą kolejną kompozycje o jakieś miłe ozdoby i patenty, warto przyłożyć do "Para quienes..." deczko uwagi. Album połykam regularnie na raz, zawsze ostrząc sobie zęby na dwa ostatnie, jakże kurwa zajebiste traki. Love it or hate it, ale posłuchaj, bo to coś innego.


II. Darkwood (2017)

Teraz Polska! Kolejna znakomita, poważna gra indie od rodzimych deweloperów (po, np. SUPERHOT i This War of Mine) rozjebała mi płuca od środka! Tem razem rodacy częstują publiczność grozą i niesłychanym, obrzydliwym terrorem w postaci przygodowego akcyjniaka z silnym nastawieniem na surwiwal. Mimo, że oprawa i mechanika jest prosta (ale nie prostacka!), to elementy składowe dopasowane są do siebie niczem dobrze naoliwione puzzle - gra prosto z mostu wyjaśnia swoje zasady i nie oczekuje, że będziesz się ich trzymał - po prostu daje do zrozumienia, że w pewnym momencie i tak zginiesz. I tak giniesz po raz pierwszy, po raz drugi... Po którymś zgonie z kolei Darkwood jebnął mnie przez łeb swoją zajebistością w kreowaniu klimatu prostymi, sugestywnymi środkami i popieraniu tego rozgrywką w podobnym tonie. Podczas gry gul regularnie obija się po przełyku, jednak nie z wkurwienia na technikalia, ale ze zmrożonej krwi w tętnicach. Terror psychiczny potęgowany jest monstrualnie przez warstwę dźwiękową, która - doświadczana, rzecz jasna, w sluchawkach - ścina białko w mózgu i zmusza do raptownego połykania powietrza w walce o zmysły - niesamowite, dawno nie oczuwane ciary (paczę na ciebie, kochana Amnesio). Ta rzecz tutaj to perełka grozy (i to całkiem tania!).


III. "Leatherface" (2017)

Czwarta Teksańska Masakra (znana też w Rosji jako "Техасская резня бензопилой: Кожаное лицо") przyłapała mnie praktycznie z opuszczonymi spodniami. Gdzieśtam na trailerach przewijał się dźwięk Stihla i charakterystyczny żółtawy filtr na kamerze, ale nijak nie zachęcało mnie to do słodkiego seansu z rebootem serii, nawet mimo superwizji samego Toby'ego Hoopera. Jakżesz się więc w wyniku tego zdziwiłem, kiedy przy napisach końcowych "Leatherface'a" zdałem sobie sprawę, że może jestem chamem i mam gust studziesięcioletniego stróża na budowie, ale mnie się ten film kurrrrrwa podobał. Nakręcony w klimatyczną, mocno staroszkolną mańkę, stawiający zdecydowanie na akcję, krew i zbereźnictwo, szanujący spuściznę wielkich poprzedników (mówię, oczywiście, o dwóch pierwszych częściach marki, przecież nie o tych psich ścierwach z lat post-dwutysięcznych), obraz przyniósł mi sto minut naprawdę przyjemnego wyjebania czasu i łechtania zmysłu powonienia na dobrego sleszera. Jest tu trochę niepotrzebnego pierdu-pierdu, są bezsensowne zastoje akcji, ale generalnie podoba mnie się to w chuj, co wzmocniło wspomniane zaskoczenie i brak większych nadziei na sukces filmu. Gratuluję i liczę na więcej.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)