Loading

Trzy Szybkie

Trzy Szybkie IV - Oxbow, "Dark" i Titan Quest

Nekro      07 grudnia 2017      Recenzje, Misc

Dziś, w czwartych już trzech szybkich, mamy same świeże zajebistości - nojs rock z tradycjami, netfliksowe objawienie roku i klasyczny hack'n'slash w nowych szatach. Dla każdego będzie coś miłego i - tradycyjnie - polecam od razu się z tymi dobrociami zapoznawać!

I. Oxbow - "Thin Black Duke" (2017)

Łał, tych tu krejzoli nie słyszałem od dłuższego czasu - nie dziwota to, "Thin Black Duke" to album wydany równo po dekadzie od arcywybornego "The Narcotic Story", a i na marketing nikt jakoś ciekawszego grosza nie sypnął. Tak czy inaczej, dostaliśmy płytkę - jak zwykle u Amerykanów - nie trzymającą się żadnych gatunkowych ram, ale wpasowującą się w dość unikalne brzmienie Oxbow. Album idzie o krok dalej, jeśli chodzi o eksperymenty, podkręcając dodatkowo kurek z napisem "agresja" - są tu momenty skrajnego nieporządku, ale każdy z nich ma swoją misję. Instrumenty opowiadają niesamowite historie, a Eugene tradycyjnie przechodzi sam siebie. Generalnie, to możnaby o tym albumie napisać dużo ciekawych linijek i może kiedyś sam sie tego podejmę, ale na ten moment niech wystarczy to - jedna z lepszych "lżejszych" płyt muzycznych tego roku.


II. "Dark" (2017)

Niespodziewana zajebistość i - po trzecim Twin Peaks - najlepszy serial, jaki widziałem w tym roku. To pierwsza niemiecka produkcja Netflix, ale zaczęli z naprawdę wysokiego "c" - "Dark" to pokręcona przygoda mieszająca thriller, sensację, kryminał i... sci-fi, co razem tworzy mieszankę doprawdy smakowitą. Siłą rzeczy serial porównywany jest do Stranger Things (którego - na marginesie - tegoroczny sezon mnie po prostu zniesmaczył), ale tak bokiem a prawdą, bliżej mu do wspomnianego wyżej TP. Mistrzowski suspens, wyborne aktorstwo, klimatyczny setting i nazareńsko dobry soundtrack - potężne objawienie na polu serialowym, przebierając nóżkami czekam na drugi sezon.


III. Titan Quest: Ragnarok (2017)

Titan Quest nie jest nową produkcją - oryginalne pojawiła się na rynku w 2006 roku jako bardzo udana kalka drugiego Diablo i innych gierek diablo-podobnych. W podobnej stylistyce nie da się wymyślić za wiele nowinek, ale TQ łączył znane elementy w bardzo zwarty klocek, który umiejscowił w mniej lub bardziej historycznym kontekście, co było niejaką nowością. Niedawno wydawca zdecydował się na odświeżenie Titan Quest pozwalając w końcu cieszyć się grą na panoramicznym ekranie (ogrywałem ją jakiś rok temu w 4:3 i było to średnio komfortowe) i upgrade'ując grafikę do, powiedzmy, dzisiejszych standardów. Tą okazję wykorzystano też w inny sposób - deweloperzy przygotowali całkiem nowy, długi dodatek skupiający się na walhallowym świecie zakutych łbów z północy, wprowadzając dodatkowo miliard nowych przedmiotów, umiejętności i przeciwników. Cała operacja udała się nadzwyczajnie, bo gra się w to tak, jak kiedyś - bardzo przyjemnie i - dodatkowo - bardzo długo, bo jakieś 40-50 godzin.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)