Loading

Trzy Szybkie

Trzy Szybkie V - Frahm, "Brawl in Cell Block 99" i Gerwant

Nekro      25 lutego 2018      Recenzje, Misc

W dzisiejszym, półjubileuszowym wydaniu "Trzech Szybkich" przejedziemy się po kolejnych smakowitościach z półświatka kulury i sztuki, a będą to: mocno zaskakujące, stymulujące synapsy elektro-minimale z Hamburga, doskonałe, oryginalnie pojebione kino akcji z Hamburgerlandii i powrót do przeszłości, kiedy elektroniczna rozrywka krajowej produkcji nie cieszyła się jeszcze takim lewelem splendoru jak dziś, a opisywany item był poważnym zwiastunem zmian w tej kwestii. Siadajcie, czytajcie.

I. Nils Frahm- "All Melody" (2018)

Szwabskie, elektroniczne plumkanie, jakim bardzo rzadko zaszczycam swoją głowę, a nad czym boleję z każdym przyjściem materiału tej jakości, co ten tutej. "All Melody" stoi jednak tak daleko od nudnego ambientu, jak tylko może, zrucając na głowę dość grubą wiązankę subtelnych, minimalistycznych, ale charakterystycznych, nierzadko nerwowych dźwięków. Jest tu trochę kontrowersyjnych rozwiązań, zrazu można pogubić się w labiryncie nutowych koneksji, ale sprawia to, że płyta jest bardzo przygodowa i zdaje się mieć bardzo długą przydatność do spożycia. To pierwsze dzieło Szkopa, z jakim się zetknąłem, ale czytałem, że ma za pazuchą jeszcze przyjemniejsze rzeczy, więc, ograniczając już to pierdolenie - biorę się za nie, arivederla.


II. "Brawl in Cell Block 99" (2018)

Totalna niespodzianka. Reżyser przesmacznego Bone Tomahawk przyniósł kolejny charakterny, występujący przepastnym krokiem przed szereg obraz, który budzi skrajne emocje, a mnie, na ten przykład, kupił od razu (tak, jak i jego poprzednik, który zajął 2 miejsce w moim rankingu najlepszych horrorów 2015). To swego rodzaju revival kina exploitation, ale nastrzyknięty surrealistycznym, mistycznym klimatem, który łechta moją ciekawość do teraz, a jestem jakie dwa miesiące po seansie. Dużo można by o "Brawl..." pisać i w moim wykonaniu byłyby to prawie same superlatywy, ale to po prostu trzeba zobaczyć i samemu wyrobić opinię. Wystarczy obejrzeć pierwsze pół godziny - jeśli podpasi, to wiedz, że będzie tylko lepiej. Niesamowicie porządna, świetnie zagrana, wciągająca, acz osobliwa w pipę produkcja.


III. "Wiedźmin" (2008)

A na sam koniec zaproszę wszystkich do przypomnienia sobie pierwszej odsłony naszego głównego towaru eksportowego, jeśli chodzi o obecną, krajową kulturę popularną. Ta, mimo już 11 lat na karku (w nagłówku jest 2008, bo edycja rozszerzona w którą obecnie popierdalam i o której piszę, premierę miałą właśnie w roku kolejnym), wciąż trzyma się szwarno, głównie za sprawą oryginalnej mechaniki, klimatycznej muzyki i bogactwa świata przedstawionego. Grafika trochę w oko bije, nie przeczę, ale każdą produkcję czeka kiedyś podobnie podły los, a i ja jebanym, graficznym purystą nigdy bym siebie nie nazwał. Doceniam za to ciekawą fabułę i kunszt środowiska, w którym została umiejscowiona. Jedynka chyba najgęściej spijała książkową spuściznę Andrzeja, co też ma swoje odbicie w niektórych questach, czy dodatkowych scenariuszach, które proponuje edycja rozszerzona. Mimo grafiki cuchnącej myszami, pierwszy "Wiedźmin" to ciągle pozycja nie mniej niż zacna i - jeśli kto nie grał - w stu procentach warta poznania.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)