Loading

Nowy szajs muzyczny

Unearthly Trance - "Stalking the Ghost" (2017)

Nekro      18 kwietnia 2017      Recenzje, Muzyka

Płyt tak wiele, a czasu tak mało. A ja przecież sam... Ale dość marudzenia, dość też krotochwil - oto, z pełnego zaskoczenia przydybała mnie płyta tak smaczniutka, że nie darowałbym sobie nie zaznaczenia jej obecności na Plazie. Płyta wstrząsająca nieco moimi posadami tradycyjnego pojmowania ciężkiej muzyki, a nie mająca ani z awangardowym blackiem ani z podwodnym, technicznie opętanym death'em - jakie to gatunki podejrzewałbym o podobne zabiegi - nic wspólnego.  Szósta długogrająca płyta Amerykanów to jest dokładnie to, czego było mi teraz trzeba - oblane - niczem sarkofagiem - tradycyjnym, dobrze znanym brzmieniem eksperymentalne granie.

Hm, chociaż... "Stalking the Ghost" może wcale nie jest taka rewolucyjna - może spust we wstępniaku miał być wabikiem Twojej uwagi? Zaraz się dowiesz. Na pewno jest to album, którego w tradycyjnych schematach rozptrywać nie można, a na pewno nie warto, ma w sobie na tyle zaakcentowany smak eksperymentu (jadnak w ramach stylistyki, nikt tu Ulvera nie odpierdala i dobrze), że umniejszanie mu w dziedzinie rozbudowania, progresji czy brzmienia jest po prostu niesprawiedliwe. I znowu - nie piszę tego dla taniego clickbaita, a po to, by podkreślić wyjątkowość tego albumu i jego niecodzienny charakter.

Nowy materiał nowojorczyków to jedno z tych dzieł, których strasznie nie chce się rozbijać na czynniki pierwsze. To nie technika, nie skrzętność kompozycji, nie brzmienie czy inne obiektywnie policzalne składniki definiują ten album - to one wszystkie PLUS ten charakterystyczny element X (jak w Atomówkach) dzięki któremu to wszystko tak dobrze gra w głowie. To zaangażowanie muzyków i klimat jaki budują swoimi instrumentami będzie tym, co ma dużą szansę zainteresować Twoje uszy w kolejnych minutach obcowania z owym krążkiem. To po prostu uniwersalna jak pielucha dla dorosłych radość ze słuchania i właśnie z tego powodu cały czas zastanawiam się w jaki sposób najlepiej byłoby "Stalking the Ghost" zrecenzować. Pewnie tradycyjnie.

Nie wdając się więc w niepotrzebne szczegóły - Unearthly Trance celuje w swej twórczości w szeroko rozumiany doom/sludge - jakby te umiarkowanie jadowite fragmenty EHG miały seks ze "Świętą Górą" Sleep, to paskudnym owocem tego wynaturzonego stosunku byłby właśnie "Stalking the Ghost" i cała aura tą muzykę otaczająca. Generalnie rzecz biorąc, dostajemy w swe uszy wolne, mocno zaakcentowane (a są i elementy niemal "epickie"!) gitary w polewie z paskudzkiego wokalu (o nim więcej za chwilę) i skoncentrowanego, podbijającego jebnięcie basu. Od razu zapodam też kolejnym albumem, który muszę tutaj przytoczyć - jest nim zdecydownie "Monotheist" - bo tak, jak w przypadku powrotu Szwajcarów, dość ciężko jest nową muzykę UT pod coś przyporządkować, a reprezentuje podobną brzmieniowo "rodzinę" odrazy. Poza tym, obie płyty łączy brzmienie gitar - niegościnne, cieżkie jak diabeł, skłonne do naglych przeskoków w skali - po pierwszych dźwiękach "Stalking..." od razu naszło mi na myśl wlaśnie arcydzieło Celtic Frost i to przeświadczenie trzyma mnie do teraz. Nie da się też nie zauważyć podobieństwa wokalu Ryana Lipynsky'ego do Fishera - sprawdźcie, np. mój ulubiony na płycie "Dream State Arsenal" - toć to czysty, znakomity worship ostatniej płyty bogów.

Jako, że wpływów dźwiękowych na tej płycie jest całe zatrzęsienie i możnaby nimi obdzielić jeszcze ze trzy kolejne krążki (hm, możnaby założyć maket z riffami na ten przykład, Shuldiner zarobiłby pogrobowo więcej niż Cobain i Elvis, hehe!), brzmienie wychodzi daleko poza wspomniany album Szwajcarów, równie dobrze zajdziesz tu nie szukając niemal stonerowe echa ("The Great Cauldron"), narkotyczne odjazdy elektrycznych czarodziejów zmazane z flegmą EHG ("Scythe") czy nawet mocno mistyczne, dobrze przykombinowane inspiracje Neurosis post-2000 ("Lion Strength") wpuszczające w ten czorny, dźwiękowy bigos dużo powietrza i innego typu narkotyków. Do tego przepastnego kotła zajebistości, chłopacy dorzucają nagle porządny death. DEATH Karolu! Gitara zwalnia atakując death/doomowe rejestry, a wokal przybiera postać solidnego, głębokiego growlu - takie kawałki, jak "Invisible Butchery" to kawał ciężkiej, drapiącej w gardło, nieociosanej cegły. I nie odbywa się to wśród setek ozdobników, które zdecydowanie lubią death/doomowy nurt - Unearthly Trance zapodaje tu nieoheblowaną dżumę w stylu Unholy czy "długich" kawałków starego Incantation - tonaż tych fragmentów wbija w ziemię - szczególnie po narkosludge'owych psychojazdach, które je poprzedzają. Połączenie ogólnego, mocno gitarowego charakteru płyty z takim ekstremalnym ścierwem to interesująca, odważna decyzja dodająca do radości ze słuchania przynajmniej sto czydzieści punktów, dla mnie bomba! Wszystkie stylistyczne wolty podkreśla piaszczysty, rozmyty, ciężki sound stawiający absynt na stół i robiący z mózgu wodnistą sieczkę - mocno profejsonalna robota, mimo względnie wyjebawczego stosunku do niej w tej akurat estetyce - każda "twarz" zespołu na "Stalking..." brzmi zaspokajająco.

Składa się to wszystko na bardzo różnorodną płytę - nie pamiętam kiedy ostatnio słuchałem materiału, który wciąż lawirując po granicach własnej, dość ciasnej ale odpowiednio elastycznej stylistyki, częstował mnie faktem, że każdy kolejny utwór jest inny od poprzedniego. Swoją mańkę znajdą tutaj fani tak obrzydliwego jak i narkotycznego sludge'u. Doomu epickiego i tego po grzybach. A, że mamy tu jeszcze ten wspomniany, burzący ściany death... "Stalking the Ghost" nie ma prawa znudzić się przez dłuższy czas, do czego swoje grosze dokłada miła progresywność niektórych tracków i inteligencja autorów, którzy w obrębie każdego utworu przygotowali dla słuchacza wiele niespodzianek wydłużających jego żywotność. Głowy nie dam, ale szósty długograj Unearthly Trance ma duże szanse na końcoworoczne podsumowania najciekawszych płyt. Życzę tego najczorniejszym diabłom!

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)