Loading

Nowy szajs muzyczny

Vampire - "With Primeval Force" (2017)

Nekro      01 maja 2017      Recenzje, Muzyka

Rok dwa tysiące i czternasty - szwedzki Vampire wchodzi na rynek ekstremy ze swoim soczystym rozpierdalaczem w postaci dziesięcio-cwałowego debiutu. No album łamie nogi skurwisynom..

Rok dwa tysiące i siedemnasty - szwedzki Vampire wchodzi ponownie na rynek ekstremy ze swoim soczystym rozpierdalaczem w postaci dziewięcio-cwałowego "With Primeval Force". No album...

Nie inaczej - nowy album znowu jest zajebisty!

O dobroci i smakowitości (i zdecydowanym braku wykwintności, ale to nieistotne) materiału z "With Primeval Force" stanowi kilka konkretnych rzeczy, ale tym, na czym warto się najsampierw skupić i zająć na start przy twórczości Vampire jest wisielczy, mocno nasycony grozą i horrorem klimat pewnego rodzaju, mocno opanowującego mózgowie zła. Nie jest to na pewno psychologiczno-kosmonautyczna groza takich dziwactw jak Ritual Necromancy czy Portal, gdzie nie do końca wiadomo co się dzieje - lecz gul i tak skacze a wlosy pod pachami dęba stają, ale bardziej taka w stylu starych, dobrych retro-horrorów które leciały kiedyś po północy na TCM/TNT - dziwne odgłosy z piwnicy, sabaty paskudnych wiedźm, dziewczynka mówiąca głosem demona, czy ruszające się ręce wystające ze świeżych grobów. Taki bardzo przyjemny posmaczek klasycznej gęsiej skórki - z teatralnym aktorstwem, pieczołowitą scenografią, trzaskającym dźwiękiem i resztą tych gęsioskórczanych pyszności. Te same stukostrachy były też fundamentem na debiutanckim self-titledzie Szwedów.

Pierwsze wyjście chopaków z mroku - czyli "Vampire" z 2014 było bardzo przyjemnym i bezpretensjonalnym jebaniem metalu i - jak wyżej napisane - już wtedy Vampire wymierzyło swoją kosę w rejony wybitnie horrorowe, apokaliptyczne, ciemne i zatęchłe i zrobiło to z przytupem. Skandynawy nie bawiły się w żadne techniczne maestrie, symfoniczne ozdobniki czy dorabianie ideologii do tekstów o żywych trupach - ich pierwszy materiał był prosty (ale w żadnym razie prostacki), walący w ryj dwuręcznym kafarem i rytmicznie miotający banią do zestawu klasycznych, świetnie użytych riffów. Co zmieniło się w wampirzym obozie na przestrzeni ostatnich trzech lat?

Niewiele. A przynajmniej zmiany nie są tak znaczące, by oddzielać "With Primeval Force" od jej poprzedniczki przesadnie grubą kreską. Wciąż pierwsze skrzypce gra tutej u nich mało pretensjonalny jad w agresywnym sosie vintage. Death, który smaga z kawałków Vampire stoi znów na solidnym, thrashowym fundamencie, który dostał jednak rumieńców i pomyślunku. Jako, że drapieżca zamienił skórzane buciory na skórzane trzewiki, to zmniejszył też lekko swą prędkość w terenie niezabudowanym - podbił sobie tym samym wpływy death metalowe, roztaczające wyjątkowo przyjemny swąd, ale propozycja Vampire - i tu się też mało zmieniło - to z całą pewnością - jako rzekło mi się już wyżej - thrash. Jestem jednak wręcz pewny, że płyta ma prawo przypaść do gustu wyznawcom obydwu religii - co więcej - ten wspomniany klimacik grozy może też odpowiadać coniektórym kucom wyznającym jakieś stare legendy black. Być może na nowym materiale zespół stracił nieco na młodzieńczym wigorze i podejściu "in your face", które tak przyjemnie smagało wór mosznowy przy okazji odsłuchu debiutu, nabrał za to klimatu i dorósł nieco do bardziej wymagającego odbiorcy. Nie znaczy to, że zespół postawił na flażolety - sekcje grają łacno, ale bez zbędnego onanizmu - tym, co robi różnicę na rzecz "With Primeval Force" jest dorosłość kompozycji, kojarzących się teraz ze zdecydowanie ambitniejszymi klasykami, niźli te na "Vampire", zachowujac jednocześnie swobodę i fun charakteryzujące jedynkę - jakbym miał tą sytuację porównać do nabiału, to rzekłbym, że to jak zastąpienie mleka 0.5% tym z 3.2% - to mleko i to mleko, ale smak nabrał pełni! Mimo to, wydaje się lekko bezcelowym wyróżnianie jakichś kawałków, eklektyzm to nie był, nie jest i nie będzie przymiot z jakim utożsamia się twórczość podobnego nurtu, chociaż na kilka warto zwrócić uwagę - więc wyróżnię i chuj! Obczajcie prostackie, ale jakże strategicznie i udanie użyte klawisze w refrenie "Midnight Trial" na przykład - ten kawałek to całe clue nowego wcielenia Vampire - czarownicowe jadowitości, retro-fiolety i róże na czarnym tle, strzelanie w pysk, a jakby w opozycji do tego - inteligentne komponowanie - przy tym jedym utworze można zapełnić żołądek pod dekiel nim ruszy się dalej. Zaraz po nim następuje "Revenants" - no, niemal blackowy w swoim czarnym fundamencie, zbudowany na genitalno-zajebistym riffie i dający nawet lekki wicherek melodyki pod koniec. Pozostałe wałki też warte grzechu - speed'owe jazdy poprzetykane są bardziej klimatycznymi pasażami spajającymi cały, nowy materiał w całość. Profesjonalna robota, która niekoniecznie cechowała - agresywny jak locha ze chcicą i przesmaczny - ale jednak dużo prostszy debiut. Ja jestem kontent - swojemu kotu też już poleciłem - i Wam polecam.

 


PS. A TUTEJ macie - pachnący jeszcze - opis samego wydania "With Primeval Force" by Century Media.

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)