Loading

Nasze polskie, krajowe

WYWIAD: Thy Worshiper

Nekro      17 września 2016      Misc, Muzyka

Będzie to wywiad z bandą Thy Worshiper zwaną, w liczbie xsiąg jednej zapisany ciemnym rankiem roku pańskiego obecnego przy pomocy pióra gęsiego, lotki długo moczonej w ludzkim mleku. 

Dzieńdobry! Z kim rozmawiam? Proszę się ładnie przedstawić… A może jest was więcej?

Dzień dobry. Z tej strony Dariusz (alias Kiełbasa). I jestem sam... o ile mi wiadomo.

 

Pierwsze pytanie najważniejsze – dlaczego nie macie dwóch „p” w nazwie? Już się niejedna oferma znalazła, co mi wytknęla, że recenzję pisałem o „Worshipperze”. Wydaje mi się, że kategoria na różowych stronach pisze się „Ass Worshipp”. No więc, dlaczego przez jedno „p”?

Bo brzydko wygląda przez dwa „p” ;) ale zasadniczo obie formy sa poprawne. Nie będę tłumaczył dlaczego. Wystarczy troszkę głębiej pogrzebać w internetach :)

 

Ktoś kiedyś pięknie zaśpiewał, że „do zakochania jeden krok”. Jaki był ten jeden, mocarny krok dzięki któremu Worsziper istnieje? Komuś brakowało zajęcia czy lata ’90 były bez Was za mało srogie?

To pytanie nie do mnie. Podejrzewam jednak, że są to lata tak odległe, iż pewnie protoplaści Thy Worshiper nie będą znali jednoznacznej odpowiedzi. Zakładam jednak, że było podobnie jak jest nadal – chęć tworzenia muzyki.

 

Dla zwykłej informacji mam zadanie – opisz każdy rok istnienia zespołu (od samiusieńkiego początku) aż do dnia dzisiejszego za pomocą jednego, najbardziej adekwatnego słowa, wicie, żeby nie zanudzić gawiedzi, a żeby było kreatywnie! Przykład – opiszę w ten sposób trzy ostatnie lata mojego życia seksualnego – 2014 – NIC, 2015 – ZERO, 2016 – ZWIERZOGRÓD, itd.

Zespół istnieje od 1993 roku. Czy aby na pewno chcesz, żebym zaczal wymieniac rok po roku i próbował zgadywać co siedziało w głowach członkom na przestrzeni tego okresu? Nawet jeśli, to mnie się nie za bardzo chce :D Ale mogę powiedziec Ci, że muzyka, jaką tworzymy, zawsze wypływała z gęstej, dymnej i sinej mgły. Kto ma rozum niechaj czyta ;)

 

Jesteście tam, moi drodzy, przyjaciółmi czy kolegami z pracy? Jak jeden truje dupsko drugiemu o ścieżki czy nowy riff, to ten drugi się obraża, czy obrzucacie się wyzwiskami i idziecie na wódkę?

Ciężko stwierdzić. Jesteśmy znacznie bliżej powiązani niż koledzy z pracy. Ale to jest chyba trochę bardziej skomplikowane. Szczególnie, jeżeli chodzi o wódke :D ...o trucie dupska o riffy czy scieżki w sumie też :D Jeżeli tworzymy to tworzymy je razem. I albo się rozumiemy, albo nie. Miast się obrażać drążymy temat tak długo, aż każdy będzie zadowolony. Chyba.

 

Z ciekawości – Wasza komuna ma jakieś konotacje z różnistego rodzaju środowiskami folko-pogańsko-ezoterycznymi? Typu wikanie, druidzi albo kółka gospodyń pogańskich (autentyczny klub z kaszubii, jako żywo!). Na logikę to jasna sprawa, a dodatkowy smaczek byłby.

Nic z tych rzeczy. Nie chcemy dopisywać ideologii do muzyki. Za starzy na to jesteśmy chyba. Muzyka TW jest uzewnętrznieniem nas samych. Jeżeli ktoś tam widzi pogaństwo, ezoterykę czy inne dziwadła to tylko dlatego, że chce to tam zobaczyć i sobie to sam nazywa. My gramy co chcemy grać i nie musimy tego łączyć z czymkolwiek innym. Nie ma w naszej muzyce ideologii, religii, wierzeń etc. Są tylko nawiązania, zakotwiczenia, wizje. Dla mnie muzyka musi coś opowiadać, więc staram się opowiadać. A ze nie umiem pisac – gram... czy tam śpiewam.

 

Jakbyś miał porównać energię zespołu do którejś ze szkół magji z Hirosów trójki, to która to by była i dlaczego?

Tą, która jeszcze nie powstała. Bo takie jest założenie TW – poszukiwanie nowego.

 

Przechodząc powoli do Waszej świeżej poczwary – opisz krótko poprzednie wydawnictwa, pewnie wyjdę na nieprzygotowanego do wywiadu imbecyla, ale nie znam ich zbyt dobrze. Ostatnio widziałem jakieś zbiorcze wydanie Waszych dem ze starodawnych czasów, warto to to kupić?

Dema wydaliśmy tylko dlatego, że znaleźli się ludzie, którzy o to zabiegali. Z szacunku do fanatyków zbierających materiały, których nie do końca da się słuchać, zdecydowaliśmy się na reedycje. Pierwszy album – Popiół – „Introibo Ad Altare Dei” – siedzi głęboko w większości z nas, bo albo go tworzyliśmy, albo byliśmy wielkimi jego fanami, więc ma wielki sentyment dla nas. I nie tylko dla nas. „Signum”, to kolejny krok poszukiwań. Później nastała nowa era. Ta po wyjeździe wyżej wspomnianego protoplasty TW do Irlandii - Marcina. „Opowieść Jednej Nocy” – demo. Nowy skład, nowe pomysły. Docieraliśmy się. Bardzo klimatyczny materiał. Następnie już byla „Czarna Dzika Czerwień”. W pełni zaplanowany... no, może prawie w pełni.... album. I tu już wydeptaliśmy sobie jakieś scieżki, którymi chcieliśmy podążać. „Ozimina” – Epka eksperymentalna. Powstała przypadkowo, przypadkowo też została wydana. Ale udanie kaduceuszem owym zamąciliśmy wodę i te narodową (dziennikarską) kadź. Preludium do „Klechd” była. A „Klechdy” to nasza perełka na chwilę obecną. Mamy nadzieję na dalsze sukcesy.

 

Meta-różnica między „Czarną dziką czerwienią” a „Klechdami” to ewolucja czy rewolucja? Chodzi mi tak o samą kompozycję albumu jak i o Wasze głowy.

Jak dla mnie, to ewolucja. Ale i też rewolucja. Ewolucja dlatego, że staraliśmy się przy „Klechdach” wykluczyć błędy jakich dopatrzyliśmy się na CDC, ale jednocześnie podążać w podobnym kierunku. Rewolucja zaś, bo dźwięki na niej zawarte miały być inne niż do tej pory. Miały być chore, brudne i brzydkie, a zarazem piękne. A jeżeli chodzi o głowy, to mogę jedynie stwierdzić, że nasze najnowsze dziecko okazało się być płytą przeklętą. Na każdym froncie. Osobiście, przez tą płytę mój świat przewrócił się do góry nogami. Pod każdym względem. I wiem, że nie jestem odosobniony w tych odczuciach.

 

W recenzji domniemywałem, że produkcja nowej płyty to musiał być ciężki kawał chleba ze smalcem i ogórkami. Kto się tego podjął, no i oczywiście czy otrzymał sowity piniądz? A może był to chlebek Wasa z pigwową marmoladą i wszystko poszło łatwo?

Jakby tak porównywać do jedzenia, to mógłbym stwierdzić, że produkcja onej to golonka, którą musi zeżreć weganin :D Podjęli się tego ludzie pełni entuzjazmu, pomysłów i przede wszystkim ogromnej wiedzy. Piniądza nie otrzymali sowitego, bo podejrzewam, że nie ma takiego. Odwalili kawał dobrej roboty, za którą powinni dostać o wiele, wiele więcej, ale niestety nie było nas na więcej stać. A byli to: Grzegorz Kudzia z Soundahead Productions, który podjął się produkcji dźwięku. Pomagał mu Artur Graczyk. Ten również dogrywał nam kilka partii na bodhranie i innych bębenkach. Współpracował też z Grześkiem przy produkcji. Mixem i masteringiem zajął się Haldor Grunberg z Satanic Audio. Człowiek o niewyobrażalnej cierpliwości do laickiego podejścia do muzyki.

 

Kolejna zabawa, jeśli pozwolicie – uważam, mam takie podskórne skojarzenie, że „Klechdy” są jak kolba kukurydzy, ostrzałka do topora i cunnilingus. Możesz mi opowiedzieć skąd te skojarzenia?

Hmmm... znaczy ze kutas? :D (mission failed – Nekro) Nie mam pojęcia skąd masz takie skojarzenia, ale podejrzewam, ze można sobie zrobić nim krzywdę i przyjemność. Czyli dosyć adekwatne do „Klechd” :D

 

Album jest bardzo hipnotyczny, pulsuje w nim tak energia natury, jak i kosmosu, a nawet dużo erotyzmu. Duża w tym zasługa znacznie większej progresji, niż na poprzednich wydawnictwach. Sprawa klimatu to przypadek, czy było celowane w podskórny trans, tak dobry na odmienne stany świadomości?

Hipnotyczność, trans to podstawy... fundamenty na jakich powstał ten album. Takie było założenie od samego początku. Transowość w muzyce jest czymś magicznym i ponadczasowym. Transowość wybija Cię ponad życie. Rzuca Cię w inny wymiar. To jak najbardziej celowy zabieg. W nim się odnajdujemy i robimy sobie dobrze. To tak naprawdę jest kwintesencja muzyki. Poddanie zmysłów próbie. Nie słyszysz tutaj dźwięków, a fale transowej muzyki. Musisz uruchomić trzecie ucho. Zanurzyć sie w niej. Odpłynąć.

 

Pytanie zabrzmi bardzo pospolicie, ale strasznie mnie to ciekawi – skąd inspiracja do tekstów? Tematyka jest przepastna, ale skądyś trzeba czerpać. A kurwę Marzannę to i sam bym podtopił. Wasze liryki siedzą mi na tyle, że podśpiewuję je nawet w kościele podczas komunii!

I bardzo pospolicie Ci odpowiem: z nas samych... a w zasadzie z samego Marcina, bo to On jest odpowiedzialny za wszystkie lyriki... no prawie za wszystkie. Niektóre partie ułożyła sobie Ania („Żywot”), niektóre zaczerpnięte zostały z literatury pięknej („Dziady” – fragmenty), tudzież liturgicznej („Gorzkie Żale”, „Anielski Orszak” – również fragmenty). Ale wszystko obrazuje uczucia ludzkie. Te najzwyklejsze.

 

Dobrze rozkminiłem, że motyw przewodni liryk w poszczególnych kawałkach to opis roku kalendarzowego sprzed tysiąca lat? Mam wrażenie, że to powszechnie znany fakt, ale nie chce mi się szukać w googlu.

A bo ja wiem czy sprzed tysiąca? Ja znam taki z dzieciństwa i w zasadzie z teraz. Dwanaście utworów to dwanaście miesięcy. Każdy w jakiś tam bliższy lub dalszy sposób opisujący dana chwilę. Oparty o wierzenia i bajki, jakie pamiętamy, a jakie opowiadali nam dziadkowie, czy znamy z autopsji. Zasadniczo bardzo prosto podeszliśmy do tematu. Miał być cykl zamknięty. I jest.

 

Który z utworów był najgorszym skurwysynem? W sensie napisania, nagrania, miksu i wyszlifowania? Taki, którego skurwysynizm śnił Wam się po nocach i który rozpindolił terminy w studiu? Stawiam na „Wschody” albo „Zioła”.

Zdaje się, że każdy takim był :D Z każdym walczyliśmy długo. Ale wszystko po to by długa gra wstępna zaowocowała niewyobrażalnie dosadnym orgazmem. Kazda kurwa śniła się nam długo po nocach. Żodyn mniej ;)

 

Wyobraźmy sobie taka sytuację – jesteśmy w czasie, gdy pomysły na „Klechdy” dopiero kiełkowały Wam pod czaszkami. Nagle przychodzi typ, ubrany w jeans i koszulę typu t-shirt i włącza Wam ten album w takim stanie w jakim jest teraz. Jestem ciekaw Waszych reakcji.

„O KURWA!”

 

„Dziady” – zdecydowanie mój ulubiony kawałek na płycie (obok „Wschodów”, im dłuższe, tym lepsze). Kto rzucił pomysł a kto obudował go dźwiękiem? Naturalnym dla Was było, że „listopadowy” track będzie o Dziadach? Skąd idea Mickiewicza?

No, tak między bogiem, a prawdą to październikowy... w zasadzie... „Żywot” jest listopadowy (fakt, moja głowa i wątroba już nie te – Nekro). Jak układaliśmy koncepcyjny album o takiej, a nie innej tematyce to na te porę roku padło bez wahania, że będą to Dziady. Dźwięki powstawały w miarę pisania utworu. I każdy z nas brał w tym udział. Melodia Ani spięła całość i na podstawie jej melodyki zamknęliśmy piosenkę. Idea Mickiewicza zaś zakiełkowała tak sama z siebie. Najwidoczniej jesteśmy prawdziwymi patriotami ;)

 

Rozumiem, że plan wykonany, a z dumy to aż pękacie?

No ba.

 

Nie mogę się nigdzie dokopać do informacji o koncertach, wiem, że niedawno (relatywnie, to mogło być nawet z pół roku temu) graliście koncert w trójmieście, ale wtedy nie wiedziałem, że ładnie gracie. Jest w planach jakaś trasa? Trzeba daleko jechać?

Plany są. I powinny się udać. I zależy skąd dokąd masz zamiar się wybrać :D

 

Do sztuk na żywo przywiązujecie taką wagę jak do sztuk studyjnych? Mówią, że teraz na koncertach to jest tak, że młodzi chcą blastów i głów norweskich kóz, a starym wiarusom jest wszystko jedno, bo już wszystko widzieli. A może liczycie tedy na wzmożoną konsumpcję piw i miodów, coby te wszystkie podziały przesiec alkoholową szabelką?

Nie no. Skoro już decydujemy się grać koncerty, to chcemy to zrobić tak, żeby obie strony były zadowolone. Czyli przede wszystkim my, a później ludzie, którzy wydali siano żeby przyjść nas zobaczyć. Nawet gramy też [kawałki] z pierwszego albumu, co by tych zatwardziałych udobruchać ;) bo przecież debiut = kult... a już dema to w ogóle mistrzostwo. Ale tak poważnie, to traktujemy granie na żywo na równym poziomie co nagrywanie w studio. A używki - tak jak bozia przykazała, ale nie aż tak dużo ;)

 

Właśnie, jak się gra pagan czy co, to można pić niskoprocentowe alkohole? Polećta coś dobrego (może być i wysokoprocentowe, he!).

Bimber klepaczański najlepiej... Kierska Petarda równie dobra, aczkolwiek na trasie zakazana przez tour managera z Dźwięku Lewej Ręki... zasadniczo bimber też, ale mimo wszystko Wszechpotężny przemycił...

 

Obiecałem sobie, że to pytanie też zadam – który tam grał w trzeciego wiedźmina i w jakim rynsztunku skończył. Żeby nie było, że nikt,  bo mi gwint zerwie. Pół gry pod „Klechdy” przechodziłem – lepsze niż oficjalna ścieżka!

Raczej nikt o ile dobrze sie orientuję, a skończył co poniektóry w rynsztoku bardziej niźli rynsztunku ;) (mój kosmos legł w gruzach… - Nekro)

 

Jeszcze mam taką prośbę – czy mógłbym prosić, żeby imć Ania napisała dla mnie kilka słów? Jestem fanem i później mógłbym sobie te jej słowa wyobrażać jak są śpiewane jej słodkim głosem. Ot tak.

No wiesz. Wybierz sobie fragment z „Klechd”. Jest w czym wybierać. Na niektórych „opiniotwórczych i poważanych” polskich gimbazjalnych portalach krąży opinia, że jest wokalu Ani stanowczo za dużo, więc podejrzewam, że nie będziesz miał problemu ;)

 

Pytania mi się skończyły a godzina nagli – gratuluję nowej płyty o wyraźnie interesującej zawartości, i mam nadzieję, że zagracie gdzieś niedaleko, sekstecie(he!)! W takim razie proszę o gorące pozdrowienia dla mnie, o reklamę mojej maluczkiej strony i posłowie do wywiadu.

Dziękujemy bardzo za wywiadzik. Pozdrawiamy serdecznie Nekroplaza.pl i w ogóle Nekro... buziaki. Do zobaczenia na koncertach.

Serdeczne dzięki za wywiados worshiperos!

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)