Loading

Świeżo z kinoteatru

Wiedźmin - Teatr Muzyczny

Sędziwój      26 stycznia 2018      Recenzje, Misc

"– Jaskier! Nie śpij w siodle!
– Ja nie śpię. Ja twórczo myślę!"

Do teatru od zawsze miałem słabość. Pojawiła się w bardzo wczesnym wieku, nasilona niewielkim wkładem własnym, później niestety porzuconym. Fascynacja jednak pozostała, ba! Nasilała się! Najbardziej upodobałem sobie sztuki muzyczne, gdzie opowieść toczyła się dwuwymiarowo – tak wizualnie, jak słuchowo. Kiedy więc pojawiła się informacja o przeniesieniu prozy Sapkowskiego na deski teatru, mój umysł rozbrzmiał jako ten dzwon Zygmuntowy, a ja sam czym prędzej pospieszyłem zarezerwować miejsce na seans… no i przyszło ostudzić głowę, jako że wolne miejsce na najbliższe przedstawienie było jakieś pół roku później. Słabość do teatru połączona ze słabością to twórczości nadmienionego nie pozostawiała jednak innej możliwości. Bilet na 20 stycznia został zakupiony, pozostało czekać. Od czytania recenzji zawsze odstępuję. Wiecie, jak jest – część miesza z błotem, część pod niebiosa wychwala, a człowiekowi robi się w głowie śmietnik, po co się ustosunkowywać. W końcu ilu z nas nie zdecydowało się na zobaczenie jakiegoś filmu, bo filmweb informuje, że ocena 6,5.


Dzień pokazu nadszedł nieprędko. Emocje wylewające się każdym otworem ciała w momencie wypłynięcia informacji o premierze minęły, do „Baduszkowej” w Gdyni wchodziłem więc z chłodną głową. Tym lepiej, odczucia i ocena będą kreowane bez euforii, bez elewacji, bo przecież „to kurwa wiedźmin, nareszcie!!”. No i co mogę napisać, efekt zmiótł mnie z fotela.


Spektakl przedstawia pięć opowiadań z dwóch pierwszych książek Andrzejowych – ‘Miecz przeznaczenia’, ‘Kwestia ceny’, ‘Ostatnie życzenie’, ‘Coś więcej’ i ‘Okruch lodu’. Każde z nich okrojone (limity czasowe, wiadomo) skupiające się na głównych wątkach, jednak W ŻADNYM stopniu nietracące przez ten zabieg na wartości. Co by nie pozbawiać ewentualnych zainteresowanych chęci na wybranie się na sztukę (lekturę książek?), autor recenzji zdradzania fabuły poskąpi, będąc zarazem świadomym, że Ci, którzy książkę, a jakże, znają, nie będą mieli problemu z przywołaniem treści wybranych historii. Narratorem i zarazem postacią pojawiającą się w odpowiednich scenach jest Jaskier. Najbardziej tej właśnie roli się obawiałem, a raczej tego, że łatwo ową spierdolić. Przedstawić raczej żałośnie i irytująco aniżeli zabawnie. Aktor grający Jaskra (Paweł Czajka) nie tylko dał radę, ale odegrał swoją partię świetnie – było zabawnie, artystycznie i… ogólnie tak, jak to sobie przedstawiałem, czytając książkę. Ażeby się nie rozdrabniać nad każdą rolą, dodam, że każdy z aktorów odegrał swoją postać bardzo wiernie i z polotem. Za wczucie się w rolę, przedstawienie charakteru postaci a przede wszystkim WIERNE odwzorowanie tego, co w książce dostaliśmy należy się ogromny ukłon. Mówię zupełnie szczerze – Geralt (Krzysztof Kowalski) był zimny i opanowany, nieco upierdliwy; Yennefer (Katarzyna Wojasińska) piękna, kusząca, za nos wodząca; Ciri (Pola Król) pokazowo władcza, dziecięca i urocza. Płotka natomiast (tak, tak, grana przez człowieka, kobietę – Ige Grzywacką) … hmm, pójdziecie obejrzeć, to sami się przekonacie ;).


Muzycznie nie nastawiajcie się na Percivala, Wardrune czy inne Żywiołaki. Teatr to teatr, a więc orkiestra, orkiestralne również śpiewanie. Mimo że ścieżki dźwiękowe do wszystkich gier serii przygód o Geralcie uwielbiam, to orkiestralna oprawa ZUPEŁNIE mi tutaj nie wadziła, wręcz przeciwnie, świetnie pasowała do scen tanecznych i pokazowych.
Najsilniejszym w mojej opinii elementem przedstawienia był szeroko pojęty klimat. Już wyjaśniam, o co mnie się tutej rozchodzi. Przesycenie ‘słowiańskością’ mianowicie. Rekwizyty, tańce, stroje, język… poezja dla oczu. Wszystkie sceny wyglądają i brzmią po naszemu. Momentami zupełnie przestawałem skupiać się na akcji głównej tylko po to, żeby obserwować dalszy plan. W Brokilonie groteskowe monstra leniwie poruszające się po bagnach i piękne driady finezyjnie zwieszające się z lin czy zwierzęco poruszające się po rusztowaniach. W Cintrze błazny wykonujące widowiskowe pokazy akrobatyczne i wykrzywiające teatralnie twarze czy rycerze maszerujący równym, ciężkim krokiem żołnierskim. Jeden z bardziej zapadających w pamięci momentów, mianowicie święto Belleteyn, a więc prasłowiańskie orgie pijackie wypełnione otyłymi, naprutymi i nagimi (niemalże całkowicie na szczęście) facetami noszącymi maski przypominające jako żywo głowę Leszego z gry wiedźmin, a także roznegliżowane (niemalże całkowicie, na nieszczęście) panny - dziko tańczące, śpiewające, wrzeszczące… bardzo wyborna scena. Jak to mają w zwyczaju wszystkie produkcje osadzone w realiach stworzonych przez AS-a, całość ocieka seksem. W tym przypadku może nie jest to poziom Gry o Tron, niemniej jednak chęć zabrania dzieciaka na spektakl, przemyślałbym raz jeszcze. Mówiąc krótko – aktorki są śliczne, stroje tę śliczność jak najbardziej starają się wyeksponować… jestem na tak.


Kwestie dialogowe również spełniają oczekiwania. Cytatów jest multum, nie raz i nie dwa kończyłem w głowie tekst rozpoczęty przez aktora. Reżyser nie spieprzył spektaklu niepotrzebnymi i w tym przypadku niestosownymi zabiegami, które miałyby na celu rozśmieszenie widza a w efekcie wywołującymi efekt odwrotny. Prawdę mówiąc, nie jestem pewien czy całość dialogów nie została wyrwana z książki... który to ruch uważam za nader celny.
Być może jest wśród czytających tę recenzję grupa myśląca „no ale Geralt niewykonujący salta, piruetu, gwiazdy i niewywijający mieczem z prędkością światła to gówno, a nie Geralt i do dupy takie oglądanie, mieliśmy już film, dzięki bardzo”. I tutaj się mylicie. W teatrze ten fakt zupełnie nie bodzie. Całe przedstawienie jest formą wyrazu artystycznego – liczą się szczegóły, liczą się miny, dialogi, spojrzenia, zmysłowość wreszcie. A tutaj do tego wszystkiego mamy jeszcze bardzo wierne oddanie linii fabularnej…


Summa summarum było śmiesznie, było poważnie, było emocjonalnie i zniewalająco PIĘKNIE. Jeśli są wśród was fani Wiedźmina – pozycja obowiązkowa. Jeśli nie jesteście fanami albo nawet cyklu nie czytaliście wcale – myślę, że tak czy inaczej, spektakl bardzo przypadnie wam do gustu. Tymczasem pozostaje w zniecierpliwieniu czekać na serial realizowany przez stację NETFLIX, a także w nie mniejszym zniecierpliwieniu na fanowski projekt „Pół Wieku Poezji Później”, którego premiera już w czerwcu!

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)