Loading

Śmiechuje

Wintersun z(ż)ebrał pół miliona baksów na nowy album

Nekro      03 kwietnia 2017      Newsy, Muzyka

Temat zaiste dość kontrowersyjny, bo w takich a nie innych czasach se żyjemy. Sprawy chyba dobrze się mają, a oglądając reklamowo-mózgojebne nagłówki możnaby zarzec, że piniądz leży na ulicy. Bo od lizania zapoconego rowa wydawcom, część projektów woli przeprowadzać tą czynność na swoich fanach. Czy to źle? Nie wydaje mnie się, bo w większości przypadków owca cała z życiem uchodzi, a i wilk się nawpierdziela. No, ale temat kontrowersyjny to się podepnę jak ten świniak podstępny.

Na temat idei i efektów crowdfundingu można napisać nie jeden tekst, ale to nie będzie ten. Toteż nie warto zjawiska niedoceniać, bo to coraz popularniejsza forma zarobku dla artystów, a nawet zwykły Janusz spod Radomia może przyczynić się do wydania długo nie widzianej, a tak bardzo przecież chcianej, nowej płyty swoich idoli. I opisywane tu, bezprecedensowe wydarzenie potwierdza, że - o ile budzą się wewnętrzne demony wartości etycznych - to podstępnie pierdoląc konwenanse i korzystając nawet z dawno przebrzmiałego splendoru, mozna zarobić na życie nosa z domu nawet nie wyściubiając. I ten fakt na pewno da temat do zastanowienia dla kolejnych odważnych. 

No, bo pół bańki zielonych (nie wnikajmy w dokładne sumy, przytaczam to, co przeczytałem dzieś w internetach, więc to musi być prawda) piechotą nie chodzi, a jeśli przeznaczona jest na taki cel, jak "budowa studia nagraniowego(!) i wydanie nowego albumu" projektu, który dał się już raz poznać jako utalentowany (wiem, że rydwany hejtu już zacisnęły cugle, ale kaman, jedynka była sympatyczna i zastrzykiwała cukier tak, jak miała to robić), no to artysta być może ma jakieś podstawy, by o taką kwotę prosić (bo jak oceniać limity żebracze poszczególnych ekip? Robić ankiety na fejsbuniu?). Fakt, że etatowi księgowi z pejsbuka obliczyli już, że prawdopodobnie 80 procent zebranej kwoty trafi prosto do kieszeni długowłosych siewców lukrecji, aka chytrych bab z Helsinek, ale hej, dopóki są osoby które są skore za to płacić własną monetą bez brutalnego łamania knykci przez nasłanego przez zespół niecnotę, no to nie widzę sensu wyliczania teoretycznych wydatków co do dolara. Jeśli ktoś przelał im piniądz, a nie sra nim, że tak się wyrażę, to jest chyba świadom (chyba, że jest upośledzony lub lubi jak świat płonie), że piniądz to już nie jego jest. Druga sprawa, że za te piniądze otrzymuje się realne rzeczy typu płyta czy pluszak dziada borowego z odciskami szminki każdego z członków, ale za rozliczanie takich rzeczy weźmiemy sie, jak już będzie po budowie studia w Czajnatałn Helsinek i po wydaniu - z tego co zrozumiałem - dwóch nowych płyt. A właściwie nie, nie weźmiemy się, bo kogo to obchodzi (pewnie tego, co wydał hajs !BURN!).

Szykuje się więc albo najdroższa w historii Laponii płyta power metalowa albo najbardziej spektakularna defraudacja piniędzy w historii śpiewania o jeżdżeniu koniem po rozgwieżdżonym nieboskłonie. Hm, w sumie, jak piniądze są Twoje, to nie jestem pewien, czy możesz je zdefraudować... Nie wiem, jak IndieGoGo, ale Kickstarter pono rozlicza ludzi z ich obietnic za które biorą ten swój tłuściuteńki hajs. I ten fakt mając w pamięci życzę sobie i Wam, żebyśmy jak najszybciej mogli podziwiać zdjęcia z nowego, prywatnego studia Wintersun a także rozpływać się nad uber-metaliczną metalowością metalu nowego albumu zespołu!

Long live your money!

Jak chcesz skomentować, to się zaloguj - opłaci Ci się, koleżko!


Komentarze(0)